<?xml version="1.0" encoding="iso-8859-2"?>
<rss version="2.0">
<channel>
<title>Anime Yaoi.</title>
<link>http://www.animeyaoi.pun.pl</link>
<description> Anime Yaoi.</description>
<language>pl</language>
<docs>http://backend.userland.com/rss</docs>
<item>
<title></title>
<link>http://www.animeyaoi.pun.pl/viewtopic.php?pid=37#p37</link>
<guid isPermaLink="false">37@http://www.animeyaoi.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Hejka. Jak na spowiedzi bez trucia. :)<br />Imię: Majka <br />Latek: 15 <br />Rocznikowo: 16<br />Mieszkam w Malborku. <br /><br />Uwielbiam anime i mangi i oczywiście YAOI, a także wszystko co związane z Japonią. Gazety jakie czytam mówiące o Japonii i&nbsp; w ogóle to Arigato, Otako, Kyaa, J*Music i Akiba.<br />Dużo czytam i sama pisze. Uwielbiam najbardziej fantastykę (np. Błękitnokrwiści) choć ulubionej pisarki lub pisarza nie posiadam.<br />Niestety nie gram na żadnym instrumencie, a że wyje jak pies. Co oznacza, że śpiwać także nie mogę. To niestety muszę się pogodzić i podziwiać innych, którzy to potrafią.<br />Lubie uczyć się z Biologi i Chemi i może przyszłości&nbsp; zostane lekarzem. w co troche wątpie. No ale kończym narazie<br /><br />Panie boże wybacz mi moje grzechy i nieczyste myśli:)<br />AVE]]></description>
<pubDate>Sobota 18 Luty</pubDate>
<comments>Sobota 18 Luty</comments>
</item>
<item>
<title>Offtop</title>
<link>http://www.animeyaoi.pun.pl/viewtopic.php?pid=36#p36</link>
<guid isPermaLink="false">36@http://www.animeyaoi.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Czym jest forum bez offtopu...? xD A zatem: Udzielam swojego błogosławieństwa. Piszta co chceta, o czym chceta. Czyli po prostu temat bez ograniczeń: ]]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 17 StyczeĹ</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 17 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Ulubiona manga i anime</title>
<link>http://www.animeyaoi.pun.pl/viewtopic.php?pid=35#p35</link>
<guid isPermaLink="false">35@http://www.animeyaoi.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Ja sama nie mam ulubionego anime - mam 5; p Jakich?<br />Otóóóóóż...<br /><br />Death Note - to jest po prostu uosobienie geniuszu. W postaciach, akcji, kresce... wszystkim...<br />Naruto - może i odrobinę naiwne i czasem głupawe, ale ma swój urok. No i uzależnia @__@<br />Kuroshitsuji - z początku w ogóle go nie rozumiałam, ale mimo wszystko... to też jest świetne. Postacie miażdżą (mój-ukochany-Grell!)<br />Junjou Romantica - ciepło, miłość, yaoi, Usagi... czego chcieć więcej?<br />Kirepapa - oglądałam jakieś 5 razy i czuję niedosyt z powodu tylko dwóch odcinków. Więęęęęęęęęceeeeej @__@<br /><br />A jaka jest wasza lista? Jakieś anime godne polecenia? Szukam ostatnio i nie mogę znaleźć nic ciekawego. Od razu zaznaczam że anime w których jest przeważająca ilość kobiet są u mnie na starcie skreślane:3 *Wyjątkiem jest ukochane Maria Holic i Akikan.*]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 17 StyczeĹ</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 17 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Cytaty</title>
<link>http://www.animeyaoi.pun.pl/viewtopic.php?pid=34#p34</link>
<guid isPermaLink="false">34@http://www.animeyaoi.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Są takie cytaty, które zapadają nam w pamięć na długie lata. Macie może jakieś ulubione? Czy to z anime, czy z piosenek, filmów, książek, mang...?<br /><br />Ja osobiście uwielbiam ich mnóstwo, ale zdecydowanie wybijają się trzy:<br /><br />&quot;Nie ma sensu ciężko pracować jeśli nie wierzysz w siebie&quot; Gai do Lee; p <br /><br />&quot;Nie usiłuj żyć roztropnie<br />Nie płacz bo jesteś dobry<br />Nie trwaj z fałszem i strachem<br />Bo w końcu się znienawidzisz&quot; - Akeboshi - Wind.<br /><br />i:<br /><br />&quot;Nie możemy nigdy ronić łez<br />Są formą życiowej porażki<br />I jeśli poddamy się emocjom<br />Staną się tylko dowodem naszej niezdolności w kontrolowaniu ich&quot; - o ile dobrze pamiętam wstęp do którejś mangi Bleacha.<br /><br />Lista z pewnością się rozrośnie. Pochwalcie się swoimi - śmieszne, wzruszające, każdy!]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 17 StyczeĹ</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 17 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Aluzje</title>
<link>http://www.animeyaoi.pun.pl/viewtopic.php?pid=33#p33</link>
<guid isPermaLink="false">33@http://www.animeyaoi.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Nie zdarzyło wam się, że oglądając anime lub czytając mangę mieliście wrażenie, że autor chciał zamieścić tam yaoi...?: &gt; Nawet jeśli to tylko nasze wyobrażenia yaoistów, to podzielmy się nimi!<br /><br />Dla mnie na przykład jest pełno aluzji w Naruto - Walka w dolinie końca (trzymanie się za ręce Sasuke i Naruto, to, jak on upadł &lt;3), jak Sasuke uwalnia Suigetsu i ten wychodzi sobie nago z wody, całe to bieganie Naruto za Sasuke...<br />Widzicie coś takiego? Sama nie mogę się uwolnić od takich skojarzeń:3]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 17 StyczeĹ</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 17 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.animeyaoi.pun.pl/viewtopic.php?pid=32#p32</link>
<guid isPermaLink="false">32@http://www.animeyaoi.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Napisz kilka słów o sobie - skąd jesteś, jak masz na imię, ile masz lat. Każdy użytkownik mile widziany: )<br /><br />Joanna, 14 lat, Głogów. <br /><br />Uwielbiam japoński, Japonię, mangę, anime i oczywiście yaoi. Oprócz tego uwielbiam swoje skrzypce, na których gram od 7 lat, jestem zmuszana przez szkołę muzyczną do gry na fortepianie - 4 lata i aktualnie stawiam pierwsze kulawe kroki z gitarą. Oprócz tego chciałabym kiedyś grać na perkusji &lt;3 <br />Kocham czytać książki, ale ulubionych autorów - raczej nie posiadam. No może poza Cornelią Funke, autorką ukochanej książki - Atramentowego serca. Czytam wszystko co wpadnie mi w łapki i mnie zainteresuje. <br />Wielbię doktora Housa!<br />Stawiam też pierwsze kroki w kierunku pisania - raz idzie lepiej, a raz gorzej, jak to bywa. Również od czasu do czasu coś nabazgram (Na fotoblożku trochę prac.)<br />Więcej grzechów nie pamiętam, za wszystkie serdecznie żałuję, postanawiam poprawę, proszę o pokutę naukę i rozgrzeszenie *amen.*]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 17 StyczeĹ</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 17 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Problem</title>
<link>http://www.animeyaoi.pun.pl/viewtopic.php?pid=31#p31</link>
<guid isPermaLink="false">31@http://www.animeyaoi.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[No cóż, o pomoc prosimy my. Forum dopiero się rodzi, a więc wiadomo, że ma niewielu użytkowników. Dlatego prosimy o jakąś reklamę i przede wszystkim - UDZIELANIE SIĘ! <br />Bez użytkowników nie ma forum: (]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 17 StyczeĹ</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 17 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Junjou Romantica</title>
<link>http://www.animeyaoi.pun.pl/viewtopic.php?pid=30#p30</link>
<guid isPermaLink="false">30@http://www.animeyaoi.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Recenzja publikowana już na yaoi.hpu.pl ; 3<br /><br />Kochani, kochani!<br />Osoby pogrążone w depresji, radości, nieszczęśliwie, lub szczęśliwie zakochane, kobiety i mężczyźni, yaoiści i yaoistki... <br />Wszyscy uwielbiamy Junjou Romantica!<br />Może na początek weźmy się za sprawy najistotniejsze - ale tak właściwie to &quot;o ssso chodzi&quot;?<br />Junjou Romantica jest to anime realizowane na podstawie nadal publikowanej mangi autorstwa Shungiku Nakamury. Osiemnastoletni uczeń, chcąc zdać na Uniwersytet Mitsuhashi - na co na początku ma bardzo małe szanse ze względu na kiepskie wyniki w nauce - zaczyna brać korepetycje u przyjaciela swojego brata, Usamiego Akihiko. W skutek pewnych zdarzeń w końcu przeprowadza się do niego... i właśnie. Tutaj zaczyna się zabawa.<br />Usami, jako popularny powieściopisarz uwielbiany przez tłumy fanów i fanek - ba, pisze powieści &quot;boys love&quot;! (Jak tu go nie kochać?) - okazuje się być dość... specyficznym charakterem. W skrócie, otrzymujemy erotomana, którego cały dom jest po brzegi wypełniony maskotkami i innymi zabawkami, którymi usiłuje zapełnić lukę po niezbyt szczęśliwym dzieciństwie. Po pewnym czasie - długo to nie trwa - pisarz zakochuje się w Misakim i stara się go przekonać do swojej osoby. Otrzymujemy mieszankę słodkości i niezdecydowania ze strony uke, oraz pewności swoich uczuć i jednoczesnej 'brutalnej delikatności'. <br />Oprócz naszej uroczej &quot;parki głównej&quot;, która nazywana jest właśnie Junjou Romantica, obok śledzimy losy jeszcze dwóch par, które subtelnymi nitkami powiązane są z Usamim i Misakim. <br />Junjou Egoist - Poważny i zamknięty w sobie Hiroki Kamijou, nauczyciel na Uniwersytecie Mitsuhashi cierpiący z powodu nieszczęśliwej miłości przypadkiem - bo jak tu nie nazwać przypadkiem wylądowania rakiety tuż przed jego nosem? - spotyka Nowakiego Kusamę, łagodnego i otwartego chłopaka, który zakochuje się w nim od razu. Tutaj również przed Nowakim staje zadanie przekonania swojego uke do siebie. <br />Trzecia para, czyli Junjou Terrorist - spotykamy profesora You Miyagiego, którego dosłownie i w przenośni &quot;terroryzuje&quot; Shinobu Takatsuki, który jakby nie było wystarczająco wesoło - okazuje się bratem byłej żony Miyagiego. Kompletnie olewając fakt, że Miyagiego nie interesują chłopcy próbuje go zdobyć wszelkimi możliwymi sposobami. <br />Seria jest pełna uroku i ciepła, znakomita na odstresowanie, rozweselenie, lub choćby pooglądanie tak o sobie, dla zabicia czasu. Dostajemy ładną i proporcjonalną mieszankę słodyczy, goryczki, humoru i romansu. Dodatkowo mamy cudownie oddane myśli i uczucia postaci, ich rozważania, stawianie sobie samym pytań - chociaż nie powiem, głównie przez Misakiego, Miyagiego i Hirokiego. Czasem zdarzają się wstawki z Nowakim czy Shinobu ale Usagi... Usagi to Usagi. Musimy się domyślać z bohaterem, o co tak naprawdę mu chodzi. Skryty, rzeczowy, zawsze dostaje to czego chce i na dodatek diabelnie przystojny... Wróć. Nie o tym teraz mowa!<br />Minusem jest niestety wygląd całych ciał postaci - są nienaturalnie wydłużone, chude i patykowate. Można się jednak do tego przyzwyczaić i nie niszczy nam to przyjemności oglądania. Jeżeli chodzi o tła czy miejsca - ubogo i pusto. Ale to nie na tym mamy się skupiać w tej serii, więc może to i lepiej. <br />Opening i ending dosyć specyficznie. Mi osobiście bardzo podoba się ending, opening za to już średniawo. Ale nie można powiedzieć, że nie wpada w ucho. Muzyka jest ogółem raczej dopasowana do sytuacji, chociaż podkład w odcinkach nie zapada w pamięć.<br />Podsumowując: Junjou Romantica naprzemiennie bawi i wzrusza. Dodatkowo mamy kilka scenek łóżkowych, które - niestety - są odpowiednio przyciemnione lub rozjaśnione. Doskonale jednak widać co się w danym momencie dzieje. Pełna ciepła, humoru, sprawia, że dziewczęta (i niektórzy chłopcy też!) zakochają się w tych panach. Możemy jedynie żałować, że mają oni już swoje pary i że są postaciami fikcyjnymi...<br />Dla yaoisty/yaoistki pominięcie Junjou Romantica to grzech! Serdecznie polecam każdemu, nie tylko fanom yaoi: )]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 17 StyczeĹ</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 17 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Photoblogi</title>
<link>http://www.animeyaoi.pun.pl/viewtopic.php?pid=29#p29</link>
<guid isPermaLink="false">29@http://www.animeyaoi.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Jumii.fbl.pl - zapraszam: 3<br /><br />Macie photoblogi? Pochwalcie się!]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 17 StyczeĹ</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 17 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.animeyaoi.pun.pl/viewtopic.php?pid=28#p28</link>
<guid isPermaLink="false">28@http://www.animeyaoi.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Parring: SasuNaru<br />Beta: Akari<br />Raiting: +18<br />Ostrzeżenia: Dosyć pluszowe.<br />Długość: Miniaturka.<br /><br />- Że też musieliśmy dostać to zadanie akurat w tym miesiącu... - westchnął Naruto, przez co z jego ust uciekła mała, biała chmurka, wywołana przez zimno. Zadrżał i skulił się w sobie, naciągając mocniej czapkę na uszy. Był grudzień, bardzo mroźny grudzień... Drużyna siódma wracała właśnie z misji, jednak do Konohy było jeszcze daleko, a minusowa temperatura na pewno nie pomagała całej grupie. Sai i Sakura stali gdzieś z boku trzęsąc się z zimna, blondyn przytupywał w miejscu, co rusz chuchając na zmarznięte dłonie.<br />- Cóż... w tym wypadku macie rację. - Kakashi owinął się szczelniej czarnym szalikiem, który zasłaniał mu twarz zamiast maski. Przez ten gruby materiał ledwo było słychać jego głos. - Poszukamy jakiegoś schronienia, bo tak daleko nie zajdziemy. <br />- Cooo? Jak to? Ale przecież jutro Wigilia! - jęknęła różowowłosa, chowając dłonie do kieszeni. <br />- Wiem. Będziemy musieli spędzić ją razem - westchnął mężczyzna, patrząc na nią ostrzegawczo jednym widocznym okiem. Posłusznie opuściła głowę i pokiwała nią w milczeniu.<br />Ani dla Saia, ani dla Naruto nie było to takie złe. Normalnie święta spędziliby samotnie - nie mieli przecież żadnej bliższej ani dalszej rodziny. Teraz mieli okazję przeżyć ten czas z przyjaciółmi, a na tę myśl blondyn poczuł przyjemne ciepło. Pierwsze święta, których nie spędzi całkiem sam!<br />Z zamkniętymi oczami próbowali iść. Śnieg nieprzyjemnie osiadał na ubraniach i skórze, drażniąc całą grupę. Kakashi zatrzymał się i otworzył oko, rozglądając się.<br />- Tam jest jakiś dom, chodźcie, może nas wpuszczą - krzyknął, ponieważ wiatr głośno huczał i żeby cokolwiek usłyszeć - trzeba było mówić podniesionym tonem. Reszta tylko kiwnęła głową potwierdzająco. <br />Mimo, że wydawało się, że to niedaleko - dojście do celu zajęło im godzinę. Szczękając zębami blondyn zapukał głośno.<br />Żadnej reakcji.<br />Sai podszedł do okna i zajrzał przez nie do środka.<br />- Tu nikogo nie ma, wszystko zakurzone, dom wygląda na opuszczony! - krzyknął do reszty. <br />- Nie ma się co bawić, rozwalmy te drzwi! - Naruto już przyszykował się do ciosu, ale Sakura powstrzymała go w ostatniej chwili.<br />- Głupku! Patrz! - syknęła, otwierając je bez najmniejszego problemu. Chłopak roześmiał się zakłopotany.<br />- No... tak... <br />- A mogło by się wydawać, że już dorosłeś - westchnęła i weszła do środka. Nie było tu jakoś specjalnie ciepło i przyjemnie, ale przynajmniej nie wiało i śnieg nie padał. Poza tym, był też kominek - jeżeli jakimś cudem uda im się nazbierać drewna, to jutro może tu być nawet przyjemnie.<br />Pomieszczenie nie było zniszczone, wydawało się, jakby właściciel wyszedł na chwilę i już nie wrócił. Mogło się tak zdarzyć. Dwa fotele stały naprzeciw siebie, między nimi kanapa - wszystko w odcieniu czerwonego wina, chociaż każdy kolor był trochę wyblakły ze względu na brud. Cały dom miał jeszcze piętro z dwoma pokojami sypialnymi, kuchnię i łazienkę.<br />- No no, jakie luksusy... - Zagwizdał Kakashi z uznaniem, przechadzając się spokojnie. Zdjął już grubą, puchową kurtkę i przewiesił ją przez oparcie krzesła.<br />- Też mi luksus - prychnął niebieskooki, ale mimo wszystko był zadowolony z takiego obrotu sprawy. Zdjął niepotrzebne ubrania, zostawiając jednak grubą bluzę. Nie rozgrzał się jeszcze do tego stopnia, żeby pozostawać tylko w krótkim t-shircie. <br />- Trzeba będzie tu posprzątać. Odpocznijcie trochę, za godzinę zabieramy się za porządki.<br />- Coo? - jęknęli jednocześnie Naruto i Sakura. Sai wyglądał za okno, opierając się łokciami o szeroki parapet. <br />- Chcecie mieć jutro przyjemną Wigilię, musicie popracować dzisiaj. - Wzruszył ramionami, znów się ubierając.<br />- Gdzie idziesz w taki mróz Kakashi-sensei? - Sakura popatrzyła na niego zdumiona.<br />- Drewno - odpowiedział jej. - Powinienem szybko wrócić. Mam taką nadzieję. O ile nie zamarznę gdzieś tam, daleko... - Uśmiechnął się, ale nikt nie mógł tego zauważyć przez szal. - No, to bywajcie. - Wykonał kilka pieczęci i zniknął za białą chmurą.<br />Naruto w międzyczasie zdążył przeszukać kilka szafek i jedną, większą szafę. Wyciągnął koce i położył na kanapie, zadowolony otrzepując ręce. <br />- Faktycznie, przydałoby się tu posprzątać... - Zakasłał, kiedy kurz zawirował w powietrzu. <br />- Lepiej będzie zrobić to teraz. Później będziemy mieli spokój - wtrącił Sai, zeskakując z parapetu, na którym siedział. <br />- Taaak, bierzmy się do roboty! Wcale nie jestem zmęczony! - Naruto wyrzucił pięść do góry. Sakura uśmiechnęła się, widząc tę reakcję. Jak zwykle dzieciak pełen energii. Przez te lata, które ze sobą spędzili jej uczucia do chłopaka drastycznie się zmieniły - najpierw tylko ją irytował, a w chwili obecnej był dla niej jak brat. Do drugiego nadal czuła jakiś dystans. Podświadomie miała wrażenie, że to dla nich tylko zastępstwo za Sasuke, nawet z wyglądu byli podobni. Sai miał jedną, poważną wadę - on nie był młodszym Uchihą. <br />- Coś się stało? - spytał obojętnym tonem. Dziewczyna otrząsnęła się. Dopiero teraz zauważyła, że wpatrywała się w niego już dłuższą chwilę.<br />- Nie, nic. Sprzątajmy.<br /><br />***<br /><br />- Wooow! - Do domku wszedł Kakashi w wersji &quot;mrożonka&quot;. Przebiegł spojrzeniem po całym pomieszczeniu i podszedł do drużyny, kładąc chłopakom dłonie na głowach. Potargał ich po włosach. - Dobra robota.<br /><br />- Jeszcze nie wszystko. - Sakura podeszła do nich z dużym kartonem. - Znalazłam to na strychu. <br />Zajrzeli z ciekawością do środka. Znajdowały się tam łańcuchy, bombki i lampki, oraz trochę świeczek.&nbsp; <br />- Kyaa! - pisnął blondyn, widząc to. Chwycił najdłuższy, srebrny, puchaty łańcuch i owinął się nim, śmiejąc się radośnie. Kakashi uśmiechnął się widząc jego reakcję.<br />- Sai, Naruto, ubierać się, idziecie ze mną na chwilę przed dom - westchnął Hatake. <br />- Po co, po co, po co? - Niebieskooki podskakiwał w miejscu, spoglądając na niego - teraz tylko jednym okiem, bo drugie miał przesłonięte łańcuchem.<br />- Po choinkę... przytargałem jakąś ze sobą. - Roześmiał się. Naruto w mgnieniu oka założył ciuchy - w pośpiechu oczywiście krzywo nałożył czapkę i nie zawiązał szalika. Szarowłosy machnął na to ręką.<br />- Sakura, zrobisz wszystkim coś ciepłego do picia? W torbie mam paczkę z kawą i czekoladą, zobacz czy w kuchni czegoś nie ma - rzucił na odchodnym i omal się nie przewrócił, bo chłopak ciągnął go za sobą na dwór. - Hej! Naruto! Uważaj trochę!<br />Dziewczyna podeszła do torby Kakashiego i zaczęła szukać w niej potrzebnych rzeczy. Nagle jej uwagę przyciągnęło coś innego - fotografia.<br />Tylko zajrzę... - Obiecała sobie, odwracając ją na właściwą stronę drżącymi rękoma. - Itachi?! Po co mu zdjęcie brata Sasuke? - Jej źrenice rozszerzyły się w szoku. Przez chwilę wydawało jej się, że drzwi zaskrzypiały. Schowała zdjęcie i szybko wyjęła kawę i czekoladę w saszetkach, praktycznie biegnąc do kuchni. <br /><br /><br />***<br /><br /><br />- Jesteśmy! - Wrócili po jakichś piętnastu minutach. - Sakura, coś blada jesteś. - Blondyn podszedł do niej, ale zaśmiała się tylko nerwowo.<br />- Sobie i Naruto zrobiłam czekoladę, a tobie, Kakashi-sensei i Saiowi kawę.<br />- Bardzo dobrze. - Kiwnął głową i wziął w dłonie kubek, ogrzewając sobie o niego dłonie. - Kochani, tym sposobem będziemy mieć prawie, że przyjemne święta.<br />- Prawie, że przyjemne?! Będą rewelacyjne! - Naruto wypił pół szklanki jednym haustem, odstawiając ją od razu na stolik i omal nie zrzucając przy tym pozostałych naczyń. <br />- Ciamajda - westchnęła dziewczyna. - A co z dekoracjami?<br />- Zabieramy się za to. - Szarowłosy klasnął w dłonie, wyciągając z kartonu mniejszy, z bombkami.<br />Uśmiechnęli się do siebie i zrobili to samo.<br /><br />***<br /><br />Blondyn zasnął przy kominku po kilku godzinach. Całe pomieszczenie było już przystrojone. Kakashi zalegał na kanapie, a Sakura przeniosła się do jakiegoś pokoju na górze. Sai siedział w fotelu, uśmiechając się delikatnie.<br /><br />***<br /><br />Naruto obudził się koło dwunastej.<br />- Kakashi? Gdzie znowu idziesz? - Przetarł oczy zdziwiony, patrząc jak mężczyzna się ubiera.<br />- Widziałem gdzieś tu niedaleko wioskę. Chcę się rozejrzeć za czymś do jedzenia.<br />- Dla mnie ramen! - krzyknął, ale Hatake już zdążył wyjść.<br />Chwilę stał w miejscu, na środku pokoju, aż poszedł się ubrać i względnie ogarnąć.<br />Nie wiedząc, co dalej robić podszedł do okna i usiadł na szerokim parapecie. Oparł się o szybę.<br />Sasuke, gdzie teraz jesteś? Daleko? Jest ci tam dobrze?<br />Nadal za nim tęsknił. Nadal szedł na misje z nadzieją, że gdzieś tam... spotka go, zobaczy. Nie umiał się pogodzić z tą stratą. Wiedział, że Sakura czuje się podobnie. Oboje, a może nawet włączając Kakashiego - troje, chcieliby spędzić te święta razem z nim. Zresztą, nie tylko święta. I ten miesiąc, rok... kolejne lata.<br /><br />***<br /><br />Dochodziła już szesnasta. Cała trójka z niepokojem spoglądała na drzwi. <br />Była już Wigilia. Ciemno na dworze, gwiazdy świecące delikatnie, nie na tyle mocno, by oświetlać drogę.<br />Drzwi w końcu uchyliły się. Cała trójka spojrzała w tamtą stronę.<br />- Nareszcie wróciłeś, Kakas... - zamarli. Blondyn wyciągnął kunai i podbiegł do nich szybko.<br />- Naruto! Uspokój się! - Szarowłosy bez problemu zatrzymał jego rękę.<br />- Ale dlaczego? Przecież to... - Przełknął nerwowo ślinę. - Akatsuki.<br />- Siadaj. Wy też - zwrócił się do stojących za progiem osób. Byli to Deidara, Sasori, Hidan, Konan i... Itachi? Niebieskooki zadrżał. Przypominał mu on Sasuke. <br />Niemniej jednak nie sprzeciwiał się już więcej Kakashiemu. Ufał mężczyźnie i wierzył, że ten wie co robi.<br />Nikt nie dostrzegł prawdziwego powodu entuzjazmu Hatake - a ten powód usiadł właśnie obok niego i dyskretnie położył swoją dłoń na jego. <br />- A tak poza&nbsp; tym... - rzucił od niechcenia Hidan. - My mamy jedzenie i coś mocniejszego!<br />To był decydujący argument. Blondyn w jednej chwili przestał się dąsać.<br />- Trzeba było tak od razu...!<br /><br />***<br /><br />Po jakiejś godzinie wszyscy zaprzyjaźnieni, lekko wstawieni i roześmiani siedzieli razem, kończąc zimny barszcz. Naruto spoglądał co chwilę na Kakashiego, oczekując wyjaśnień. Dlaczego ten gość sprowadził do - tymczasowego - domu wroga?! <br />Nie zmieniało to faktu, że ten wróg był całkiem zabawny. Szczególnie Hidan. Od razu przypadli sobie z blondynem do gustu. Sasori siedział na kolanach Deidary, wtulony w niego. Konan z Sakurą szeptały o czymś, chichocząc co chwila. <br />A Itachi... Itachi naprzemiennie rozmawiał o czymś z Kakashim i patrzył na okno. <br />Tylko Sai uśmiechał się, siedząc obok Deidary. Nawet Uzumakiemu zrobiło się trochę głupio, widząc jak wysila się udając, że dobrze się bawi. On wprost emanował sztucznością od której patrzącym na niego zaczynało się powoli robić niedobrze. <br />Dlaczego on nie może się po prostu dobrze bawić...? Co z nim nie tak?<br />Zgasły świeczki, płatki śniegu zawirowały w powietrzu. W drzwiach dostrzegli zarys dwóch sylwetek. Przypominało to scenę z taniego horroru.<br />- Co się do kurwy nędzy... - zaczął Hidan, przecierając oczy.<br />- Ddzz...ieje... - dokończył Naruto, wpatrując się w przybyszy z otwartymi ustami. Jego serce zaczęło bić z szaleńczą prędkością, czuł dziwny niepokój i jednoczesną radość. Kakashi w pośpiechu wstał i pozapalał zgaszone światła. Drzwi zostały zamknięte, a przypuszczenia blondyna tylko się potwierdziły. Wstał, patrząc na obu z zaciętością.<br />- SASUKE! - Sakura pierwsza przerwała ciszę, podbiegając do bruneta i rzucając mu się na szyję.<br />- No, w końcu przyszliście... - Itachi uniósł pogardliwie jedną brew, na co czarnooki tylko wzruszył ramionami ściągając płaszcz. Wcześniej musiał odkleić od siebie Sakurę, którą, nawiasem, całkiem zignorował. Zmierzył obojętnie wszystkich obecnych, a jego wzrok zatrzymał się w końcu na dłużej przy niebieskookim. Ten stał ciągle w tym samym miejscu, zaciskając pięści.<br />- Co słychać, Młotku? - rzucił w jego stronę, a jego kąciki ust uniosły się delikatnie.<br />- O ja pierdolę, uśmiechający się Sasuke... czyli to jest ten cały Naruto, o którym cały cza... AŁ! - Suigetsu odezwał się, patrząc z niedowierzaniem na czarnowłosego.<br />- No no, nieźle. - Uśmiechnął się, dość przerażająco, jak dla blondyna. Podszedł do niego i podał mu dłoń. - Suigetsu.<br />- Uzumaki Naruto... - mruknął tylko, nadal patrząc w ten sam punkt, czyli w tym wypadku - na bruneta.<br />- Nie zapytacie nawet o nic? - Hidan był dosyć zdziwiony. Bądź co bądź nie na co dzień spotyka się - w tym momencie - dwójka najgorszych wrogów i pyta nawzajem &quot;co słychać&quot;. <br />- A po co? Wiedziałem od początku, że tu będą - mruknął zimno.<br />- Przy okazji, gdzie zgubiliście Karin? - Konan rozejrzała się wokół. Faktycznie, nigdzie nie było rudej.<br />- Zasypało ją. - Grobowym głosem oznajmił Sasuke.<br />- Chciałoby się. Poszła na pieszo do jakiegoś hotelu w wiosce... - sprostował Sui. - Powiedziała, że nie ma zamiaru spędzać świąt z &quot;jakimiś wypłoszami&quot;, jak to ładnie ujęła.<br />- Nigdy jej nie lubiłem. - Hidan skrzywił się i powrócił do pozycji wpół leżącej. <br />- S... S... S... - Naruto stał naprzeciwko bruneta, nadal nie potrafiąc wydusić z siebie choćby słowa. - S... Sasuke... - powiedział w końcu, a niebieskie oczy pociemniały. Chwycił w biegu kurtkę i wypadł z domku.<br />- No i pięknie - westchnął Kakashi, a Sasuke w milczeniu odwrócił się i wyszedł za blondynem.<br /><br />***<br /><br />- Sakuuuuuura, słoneczko, daj buzi... - Hidan, pozbawiony niestety czegoś takiego jak &quot;mocna głowa do picia&quot; przytulał się do różowowłosej, w drugiej ręce trzymając do połowy opróżnioną butelkę wina.<br />- Dawaj to - mruknął Suigetsu, co chwilę z niepokojem wyglądając za okno. Mijała już godzina odkąd obaj wyszli, a istniało spore prawdopodobieństwo, że gdzieś ich tam zasypało. Śnieg padał coraz mocniej, na dworze przez noc było coraz zimniej. <br />- Co robisz, kretynie? - prychnął, kiedy Hidan upadł na niego. Butelka prawie że wypadła białowłosemu z ręki.<br />- Konan, Konan, spokojnie, proszę cię... ja tylko żartowałem... - Próbował załagodzić sytuację szarowłosy, ale prośba została najzwyczajniej w świecie olana.<br />- Zboczeńcu, łapy od Sakury! - krzyknęła, a wszyscy obecni w pomieszczeniu spojrzeli na nią z przestrachem. Złapała różowowłosą za rękę i mrucząc pod nosem coś w stylu &quot;Gwałćcie siebie nawzajem&quot; poszła z dziewczyną na górę.<br />- W sumie to nie jest taki zły pomysł... - zachichotał Hidan, najwyraźniej odzyskujący powoli pewność siebie, ale został uciszony ciosem Hozukiego.<br />- A spierdalaj - stwierdził dobijająco, wstając. Przeniósł się na kanapę obok Saia.<br />- A dużego masz...? - Ten pochylił się w jego stronę, patrząc na niego dużymi, czarnymi oczami. <br />- Bardzo - syknął z ironią. - Co za ludzie...<br />Sai nadal przypatrywał mu się z pewnej odległości - dosyć małej, jak dla Suia. Za plecami czarnowłosego Sasori i Deidara całowali się,&nbsp; dosyć, hm... namiętnie. <br />- Dom wariatów - stwierdził z szaleńczym rozbawieniem. - Dosłownie, dom wariatów...<br /><br /><br />***<br /><br />Blondyn dobiegł do jakiegoś małego pomieszczenia, które było nawet trochę podobne do tego, w którym zostawił resztę. Tak samo opuszczone. Najwidoczniej takich domów było w okolicy kilka - częste zjawisko. Wpadł do środka i zamknął drzwi za sobą, żeby chociaż trochę powstrzymać&nbsp; napływające do środka zimno. Upadł na kolana na podłogę.<br />- Czy ja w ogóle myślę? Dlaczego z nim nie porozmawiałem...? - szepnął do siebie, ale nie dane mu było dokończyć tego monologu. Drzwi znowu się otworzyły a w progu stanął nikt inny, jak Sasuke.<br />- Na mózg ci padło? W taki mróz lecieć na dwór? - prychnął, patrząc na niego z góry. Uzumaki powoli się podniósł.<br />Teraz masz jedyną szansę - pomyślał tylko.<br />- Dlaczego wtedy odszedłeś, draniu? Dlaczego bez słowa pożegnania? Wyjaśnienia? Dlaczego nie zabrałeś mnie ze sobą? - Prawie płakał. Błąd. Nie prawie. Po jego policzkach pociekły łzy, a sam Naruto wkurzony opuścił głowę, chowając oczy za grzywką. Zacisnął pięści w bezsilnym gniewie.<br />- Cholernie... cholernie mnie zraniłeś, Sasuke... - przygryzł wargę. Czarnowłosy cały czas milczał, a po chwili podszedł do niego i bez słowa przytulił go do siebie.<br />- Wiem. W końcu jestem draniem, prawda, Młotku? - wyszeptał niskim głosem, przygryzając delikatnie płatek jego ucha. Naruto zamarł na tę pieszczotę.<br />- Zo...zostaw - powiedział przez łzy, a tamten bez słowa go puścił. - Wiesz jak mi było trudno...? Każdego dnia, bez ciebie...? Kiedy budząc się... wiedziałem, że nie będę mógł cię dziś zobaczyć. Ani dziś, ani jutro, ani przez następny miesiąc! -&nbsp; krzyknął, upadając znowu na kolana i ukrył twarz w dłoniach. <br />- Codziennie zastanawiałem się dlaczego mnie zostawiłeś. Dlaczego odszedłeś do tego pierdolonego Orochimaru! Dlaczego zemsta była ważniejsza ode mnie. Każdego dnia narastało we mnie to egoistyczne pragnienie bycia dla ciebie kimś najważniejszym. Nierealne - uśmiechnął się gorzko. <br />- Zamknij się już - westchnął i usiadł za nim, tak, że ten znajdował się teraz między jego nogami a Sasuke miał dłonie splecione na jego brzuchu. Podbródek umieścił wygodnie na jego ramieniu, tak, że ich policzki się stykały.<br />- Ale...<br />- Po prostu siedź cicho. Teraz ja mówię - szepnął, przymykając oczy. Niebieskooki kiwnął głową.<br />- Odszedłem właśnie dlatego, że byłeś najważniejszy.<br />Zastygł w bezruchu, wstrzymując na chwilę oddech.<br />- To nagłupsza z twoich wymówek, Sasuke - odparował w końcu, unosząc brwi. <br />- Bałeś się, że nie wrócę, Kotku? - prychnął rozbawiony. <br />- I co w tym dziwnego? - mruknął, odwracając wzrok i czerwieniąc się lekko. <br />- Absolutnie nic... Ale zauważ, że dopiero kiedy odszedłem uświadomiłeś sobie jak bardzo mnie kochasz.<br />Ponownie zamarł. Wcześniej nigdy nie nazwał tego tak dosadnie. <br />- Ale ja... nie...<br />- Przymknij się - westchnął. - Dobrze o tym wiemy. Obaj. A ty i tak byłeś zbyt tępy, żeby uświadomić sobie co dopiero własne uczucia, a jeszcze gdybyś miał analizować moje... - chuchnął mu lekko w kark, przez co blondyn zadrżał.<br />- Hej! Wcale nie jestem tępy! - Oburzył się, zakładając dłonie na piersi. <br />- I przez ten cały czas nie zorientowałeś się, że ja...<br />- Że ty...? - popędził go, odchylając głowę do tyłu. Sasuke złożył na jego wargach delikatny pocałunek.<br />- To twoja zagadka na kolejne kilka lat - syknął bezlitośnie, a Naruto zakwilił.<br />- Nie znęcaj się, draniu! Chcę to usłyszeć... - zamknął oczy, przez co rzęsy chłopaka musnęły czarnookiego po policzku.<br />Ten pochylił się jeszcze bardziej i szepnął coś, co było słyszalne tylko i wyłącznie dla niego. Coś, na co czekał przez sześć lat.<br />Blondyn już otwierał usta, ale Sasuke nie zamierzał marnować takiej okazji - pocałował go ponownie, tym razem namiętniej.<br />- Dlaczego to zrobiłeś, draniu? - oburzył się, gwałtownie czerwieniejąc. Przypominał siebie jako dwunastolatka, kiedy reagował tak samo na Sakurę.<br />- Bo zepsułbyś chwilę jakimś banałem. Wiem - wymruczał, przewracając go na plecy i siadając na jego udach. - Doskonale o tym wiem...<br />Naruto uśmiechnął się do niego, ale już nic więcej nie powiedział. Przyciągnął go do siebie, całując namiętnie. <br />- O wiele lepiej idzie ci to, niż gadanie - szepnął brunet, zniżając się ustami na jego szyję. Blondyn zamruczał, kiedy dłoń Uchichy zabłądziła pod&nbsp; jego koszulkę. <br />- Sasuke... - Niebieskooki nagle zesztywniał i podniósł się na łokciach.<br />- Co jest? - Przeniósł spojrzenie na twarz chłopaka. <br />- Czy ty po... po wszystkim odejdziesz? - Uciekł spojrzeniem gdzieś na bok. Czarnowłosy uśmiechnął się w odpowiedzi i pocałował go, nic nie mówiąc. Blondyn uśmiechnął się również, nie komentując już tego. Liczyło się tylko to, co jest teraz. Brunet podciągnął delikatnie jego koszulkę, by po chwili pozbyć się jej całkowicie.<br />- Zi... zimno. - Chłopak zatrząsł się lekko, a na jego ciele pojawiła się gęsia skórka. Sasuke oparł się na jego brzuchu, przejeżdżając opuszkami palców w górę. Musnął lekko jego obojczyk, a chłopak zmrużył oczy.<br />- Nadal działa. - Uśmiechnął się.<br />- C... co? - Otworzył oczy i popatrzył na niego z niezrozumieniem.<br />- Zawsze tak reagowałeś. Kiedyś przypadkowo dotknąłem cię w tym miejscu i od razu zauważyłem.<br />- Teme, nie wykorzystuj reakcji mojego organizmu przeciwko mnie... - mruknął.<br />- Tutaj też działa. - Obniżył się i szepnął, by po chwili musnąć językiem miejsce za uchem. <br />- A to skąd... wiesz? - Naruto coraz trudniej było utrzymać panowanie nad sobą. <br />- Tajemnica... - Jego dłoń powędrowała na krocze chłopaka.<br />- Pieprzyć panowanie nad sobą - jęknął Uzumaki, zaciskając dłonie na jego ramionach. Czarnowłosy uśmiechnął się i pocałował chłopaka, ciągle pobudzając go przez materiał. Na policzkach niebieskookiego pojawiły się rumieńce, a sam Naru miał zamknięte oczy. Nagle wszystko ustało. Sasuke odsunął się na chwilę, również zdejmując koszulkę i zszedł z niego, ściągając mu spodnie. Uśmiechnął się widząc czarne bokserki w małe zwierzątka. <br />- Nawet nie wiesz ile na to czekałem, Lisku. - Przejechał palcami po linii materiału.<br />- Lisku...? - Momentalnie otworzył oczy. Drugi rozbawiony kiwnął głową na jego bieliznę.<br />- Ja cię proszę, Sasuke... - Blondyn był już podniecony, patrzył na niego zamglonym wzrokiem. - Zrób coś wreszcie!<br />Czarnowłosy znowu obdarzył go ironicznym uśmiechem po czym szarpnął delikatnie za materiał.&nbsp; Zdjął z niego ostatnie ubranie i popatrzył na niego łakomym wzrokiem. Z chęcią jeszcze trochę by go pomęczył, przeciągnął tę chwilę, ale na sam jego widok... robiło mu się w spodniach ciasno. Powstrzymał się jednak i nie mógł sobie odmówić przyjemności rozbierania się powoli, patrząc chłopakowi wyzywająco w oczy.<br />- Draniuu... - jęknął chłopak, przymykając powieki. Jak on na niego działał, cholera... - Zrób to wreszcie.<br />- Chyba sobie żartujesz - wymruczał. - Obróć się.<br />Niebieskooki bez słowa wykonał polecenie, zastanawiając się o co może mu chodzić. Jego doświadczenie, jeżeli chodzi o seks było można powiedzieć, zerowe... Ale to na pewno nie mogło być aż takie złe, prawda? I na pewno nie mogło aż tak boleć, jak to mówił mu Gaara - który od dawna był w stałym związku z Nejim.<br />Szybko zmienił zdanie, kiedy poczuł w sobie jeden z palców bruneta, który po chwili dołożył drugi z nich.<br />- Czego ty używasz...? - jęknął z bólu, czekając aż jego ciało przyzwyczai się do obcego uczucia. <br />- Śnieg... - parsknął śmiechem. Jak się nie ma czego użyć, to się używa co się ma... <br />- Już o nic... wolę nie pytać... - Ze zdziwieniem zarejestrował, że coraz ciężej mu się oddycha, a w podbrzuszu czuje dziwne mrowienie. Brunet zadowolony z jego reakcji zastąpił smukłe palce czymś innym. Wszedł w niego powoli, ale po policzkach blondyna i tak popłynęły łzy. Czarnowłosy otarł je kciukiem, oddychając głęboko. Nie chciał go przecież zranić, chociaż i jemu niesamowicie trudno było się powstrzymywać.<br />- Będziesz tak... czekał... aż zamarzniemy...? - syknął niebieskooki, zniecierpliwiony. Czarnowłosy pocałował delikatnie jego kark i zaczął się poruszać. <br />Uzumakiemu nie trzeba było dużo. Pociemniało mu przed oczami, gdy Sasuke natrafił na jego czuły punkt. Jęknął głucho, dochodząc. Chwilę po nim skończył czarnooki.<br />Położył się obok niego, przytulając do siebie chłopaka.<br />- Sasuke... obiecaj mi, że tym razem przynajmniej się pożegnasz... - wyszeptał, ale nie usłyszał już odpowiedzi. Zasnął.<br /><br />***<br /><br />Mimo wszystko brunet został do rana. Uzumaki obudził się chwilę po nim i stwierdził, ku swojemu zdumieniu, że jest otulony ciepłym kocem. Wstał, naciągnął na siebie bokserki i leniwie przetarł oczy.<br />- Dzień dobry, Lisku. - Usłyszał za sobą, a po chwili poczuł, jak chłopak przytula się do jego pleców.<br />- Mógłbyś mnie nie molestować od rana? - Ziewnął przeciągle, odwracając się jednak i wtulając w jego tors. Uchiha był już ubrany.<br />- I co teraz? - Bał się zadać to pytanie, ale jednak paść musiało. Brunet pogładził go po włosach z nikłym uśmiechem.<br />- Ubieraj się, idziemy - westchnął.<br />- Gdzie? - Oczy Uzumakiego przybrały rozmiar sporego jajka.<br />- Nie wiem jak ty, ale ja wracam do domku w którym zostawiliśmy całą resztę. - Odwrócił się, zakładając kurtkę. - Śnieg już nie pada. <br />- Hej, poczekaj! - Blondyn rzucił się w poszukiwaniu swoich ciuchów. Czarnooki obserwował go z rozczuleniem.<br />Robisz się sentymentalny - pomyślał, prychając w duchu.<br />W końcu chłopak stanął przed nim, w błękitnej, przydużej kurtce i pomarańczowych rękawiczkach. Brunet po chwili zastanowienia ściągnął z głowy czapkę i naciągnął ją Uzumakiemu na uszy. <br />- Dzięki, draniu. - Uśmiechnął się do niego szeroko i wyszedł z domu. Za nim poszedł Sasu, łapiąc go po drodze za rękę.<br />- Daj mi się sobą nacieszyć - szepnął. Naruto nie protestował, idąc obok z wyraźnymi rumieńcami na policzkach.<br />Na pewno od zimna! - pomyślał, uśmiechając się zawstydzony. Dziwne. Tylko Sasuke potrafił doprowadzić go do takiego stanu.<br />Doszli po niecałej godzinie. Dom nie znajdował się wcale tak daleko, jak mogło im się wczoraj wydawać. Śnieg, mimo że sięgał im prawie do ud, nie przeszkadzał aż tak bardzo. W tej chwili świat był dla obu piękny.<br />Weszli, zastając wtulonych w siebie na kanapie Sasoriego i Deidarę, Suigetsu na podłodze -&nbsp; z głową na jego brzuchu spał Sai. Cicho się rozebrali i poszli na górę, w poszukiwaniu Kakashiego i Itachiego.<br />- No no, braciszku - parsknął śmiechem brunet, po otwarciu jednych drzwi. W łóżku, na rozrzuconej pościeli spał Itachi, obejmując Hatake. Blondyn pokręcił głową z zażenowaniem, widząc ślady na kołdrze.<br />- Oj, Kakashi, Kakashi... - westchnął, widząc senseia po raz pierwszy bez maski, rozłożonego na pościeli i przytulonego do drugiego chłopaka. Na twarzy miał błogi uśmiech. <br />Konan i Sakura wyłoniły się po chwili z następnego pokoju.<br />- No nie mówcie, że wy... - Blondyn popatrzył na nie dziwnie.<br />- Urządziłyśmy sobie pidżama party! - zakrzyknęła Sakura. Uzumaki syknął na nią, chcąc ją uciszyć ale i tak było za późno. <br />- Itachi, kochanie... - Szarowłosy przeciągnął się leniwie i uniósł się do pozycji siedzącej, patrząc na wszystkich nieprzytomnym wzrokiem.<br />- Yo, Naruto, Sasuke, Sakura, Konan... - powiedział obojętnie, ale zaraz się zakrztusił. Popatrzył na śpiącego obok mężczyznę i spojrzał na resztę z paniką.<br />- Już, już, nie przeszkadzamy... - powiedział Naru przepraszająco, przymykając drzwi. - Całkiem całkiem mu bez maski! - syknął na bruneta, ale ten zmierzył go tylko gniewnie. <br />- No właśnie, a wy gdzie byliście przez całą noc? - Zainteresowała się różowowłosa. Już przebolała fakt, że Sasuke całkowicie ją olewa. Najważniejsze było to, że przyszedł na wigilię i ich wszystkich nie pozabijał.<br />- Integrowaliśmy się... - odchrząknął niebieskooki, patrząc znacząco na bruneta.<br /><br />***<br /><br />- To co teraz, Sasuke? - Wszyscy, względnie ogarnięci siedzieli w prowizorycznym salonie, popijając kawę i herbatę, oraz w wypadku Naruto - czekoladę. <br />- Zabijemy was a wasze szczątki zakopiemy w ogródku - oznajmił Sasuke.<br />- Jashinowi! JASHINOWI! - rozdarł się Hidan, a reszta parsknęła śmiechem.<br />- Dobra, chyba możemy im powiedzieć... - zaczął Suigetsu, a czarnowłosy kiwnął na niego głową. - Rozwiązujemy Akatsuki. <br />- JAK?! - wrzasnęli jednocześnie Uzumaki i Haruno.<br />- Dajcie mi skończyć! - prychnął. - Nasza organizacja ma na celu schwytanie wszystkich Bijuu...<br />- Prawie jak pokemony - szepnął Naruto do Saia, a on uśmiechnął się - tym razem całkiem szczerze.<br />- ... Ale to nie ma sensu, skoro i tak nie możemy schwytać ciebie - westchnął, kiwając głową na Naruto. Ten zmarszczył brwi, nic nie rozumiejąc.<br />- Otóż, nasz przywódca - Wskazał na Sasuke - Nie ma na to najmniejszej ochoty. Czarnowłosy przytulił się do Naruto, opierając podbródek na jego ramieniu.<br />- Także nie ma sensu tego ciągnąć. A teraz - pliiiis, przygarnij Kropka! - zrobił tak zwane &quot;słodkie oczy&quot; i złapał Uzumakiego za ręce.<br />- Jeżeli mogę to chciałbym wrócić do wioski. Ale Suigetsu też. Z nami. - Wyjaśnił Sasuke, patrząc wyczekująco na wszystkich.<br />- Ty... mówisz serio? - upewnił się chłopak, a drugi tylko kiwnął głową. <br />- KYAAA! - rzucił mu się na szyję. Kakashi pokiwał głową w milczeniu.<br />- Myślę, że Hokage nie będzie miała nic przeciwko... a ty, Itachi? - Popatrzył na niego niepewnie.<br />- Jeżeli wszystko i tak cała sprawa z wymordowaniem klanu wyszła na jaw, to w sumie... mnie też możesz przygarnąć... - Itachi przyciągnął go do siebie i nie patrząc na nikogo, pocałował go na oczach wszystkich. <br />- Idziemy?<br />- Idziemy!<br /><br />***<br /><br />Hokage, tak, jak spodziewał się Kakashi - nie miała nic przeciwko temu, żeby do wioski przybyło dodatkowych trzech mieszkańców. Dodatkowo Itachi został ponownie przyjęty do ANBU. Sai coraz częściej odwiedzał Suia, a Naruto i Sasuke żyli razem, mieszkając w rezydencji Uchiha - brunet ledwo co wybił z głowy Uzumakiego pomysł obklejenia całego ich pokoju plakatami i ulotkami z Ichiraku Ramen. Z uwagi na ich temperamenty dosyć często się kłócili - głównie po to, żeby móc później się pogodzić, w bardzo przyjemny sposób... <br />Deidara i Sasori przenieśli się do Suny, a Hidan, chcąc nie chcąc, powlekł się za nimi - pocztą pantoflową doszły ich słuchy, że poznał tam całkiem fajną dziewczynę - Temari. <br />Żyło im się dobrze - raz lepiej, a raz gorzej. I przede wszystkim, nikt z nich już nigdy nie spędzał świąt samotnie...]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 17 StyczeĹ</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 17 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.animeyaoi.pun.pl/viewtopic.php?pid=27#p27</link>
<guid isPermaLink="false">27@http://www.animeyaoi.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[To było pisane jako bonus, są błędy idiotyczne w interpunkcji, ale to wina Mozilli. (Nie oddzielone spacjami)<br />No i są pewne... udziwnienia... xD<br /><br />Parring: KakaIru<br />Raiting: +18 *Mój pierwszy w życiu hard!*<br />Beta: Brak.<br />Ostrzeżenia: Hm... Raczej brak.<br />Długość: Miniaturka.<br /><br />Tym razem Tsunade przegięła.<br />Nie, żebym miał odwagę kiedykolwiek jej o tym powiedzieć. Bądź co bądź nie chciałem połamać sobie w najbliższym czasie kości, jednak wypadało by dotrzymywać słowa... nawet jeżeli jest się hazardzistką z wieloletnim stażem.<br />&quot;No, Kakashi! Zasłużyłeś na urlop, naprawdę wykazałeś się w ostatniej misji. Odpocznij sobie, poczytaj, poobijaj się. Masz kilka tygodni wolnego.&quot;<br />Najwyraźniej w jej mniemaniu 'kilka tygodni'' oznaczało dwa dni, bo dokładnie po tym okresie czasu wezwała mnie do siebie z nową misją. Starałem się uspokoić oddech i przywrócić sobie dobry humor, zaczytując się w książce przed jej gabinetem. Tylko chwilkę...<br />Chwilka zamieniła się w pół godziny, więc dokładnie po tym czasie wziąłem głęboki oddech i wszedłem luźno do sali.<br />- Yo. - rzuciłem, siląc się na łagodny uśmiech. Wyszedł ciut ironicznie, no ale 'lepszy rydz niż nic', jak głosi ludowa mądrość.<br />-Spóźniłeś się - warknęła wściekle mierząc mnie spojrzeniem. Mimowolnie cofnąłem się o trzy kroki do tyłu. - A zresztą, nieważne. Nowa misja.Bardzo mi przykro że musiałam ci cofnąć ten urlop ale tylko wy możecie ją wykonać.<br />- Wy? Jacy wy? - rozejrzałem się po pomieszczeniu, w którym znajdowaliśmy się tylko my. No, chyba że liczyć Shizune...<br />- Zaraz przyjdzie, czekaj cierpliwie. - mruknęła, najwyraźniej poddenerwowana. Baardzo mnie ciekawi co to za misję znowu dla mnie wykombinowała ta...<br />Nie zdążyłem dokończyć myśli, bo w tym momencie drzwi zaskrzypiały, a do środka wsunął się...<br />- Iruka? - moje oczy przybrały zapewne rozmiarów jajka. Strusiego. Skinął mi lekko głową po czym zarumienił się - słodko! - i opuścił głowę,przez co kilka kosmyków wyrwało się z gumki i spoczęło na jego policzkach. Rozczulający widok...<br />-Iruka idzie z tobą na misję, Kakashi. Szczegółów dowiecie się dopiero na miejscu. A teraz wypieprzać mi z gabinetu, i to migiem, o 12 macie być przed bramą. - spojrzałem odruchowo na zegarek. 8.00, czyli wyrobienie się do dwunastej... rzuciłem okiem na Irukę stojącego obok,i stwierdziłem, że tym razem się nie spóźnię.<br />- Hai, hai, już sobie idziemy, Tsunade. Do miłego. - Mój lekki ton był kompletnym przeciwieństwem mojego stanu emocjonalnego. Ja? Na misję? Sam? Z Iruką? Boże, to niewykonalne, a jeśli misja będzie wymagała skupienia... jestem dosłownie PEWNY że nie powiedzie się. Jakby nie patrzeć, skupienie uwagi przy Delfinku na czymkolwiek niż on sam...było abstrakcją.<br />- To do południa, Kakashi. - powiedział jeszcze tylko i pomachał mi, znikając między budynkami. Ruszyłem w stronę swojego skromnego M4.<br /><br />***<br /><br />Była dokładnie 12.30, więc spóźniłem się tylko pół godziny. W moim przypadku było to... whoa.. rekordem. Stanąłem, rozglądając się w około. Ze zdziwieniem musiałem stwierdzić że Iruki jeszcze nie było... albo że już poszedł. Ta druga możliwość była raczej niemożliwa, więc uznałem,że najprawdopodobniej dzisiaj i on postanowił się spóźnić. Wyciągnąłem najnowszą książkę Jirayi z kieszeni i zacząłem czytać, opierając się o drewnianą konstrukcję.<br />- Kakaaaashiii! - po niecałej półgodzinie do moich uszu dotarł krzyk wydany przez miodowookiego, którego policzki znów pokryły się czerwienią - tym razem wywołaną przez szybki bieg. Po chwili stał przede mną, dysząc ciężko. - Prze...praszam... za spóźnienie.<br />-Nic się nie stało. - uśmiechnąłem się pod maską, chociaż od środka zżerała mnie ciekawość - co on mógł robić przez tą godzinę?! Odgoniłem wściekle rzucające się po umyśle obrazy.<br />- Chodźmy już lepiej - powiedział z nikłym uśmiechem na ustach i ruszył przed siebie, kilka kroków przede mną. Miałem przez to wgląd na jego...hm... tyły... nie żebym miał coś przeciwko temu, wręcz przeciwnie... <br />- Kakashi?<br />- Hm? - moje wewnętrzne 'ja' podskoczyło, słysząc, że odezwał się do mnie. Teraz według moich założeń i książek Jirayi powinien rzucić mi się na szyję z wyznaniem miłosnym, chociaż... nie, to było w rozdziale trzecim...<br />- Jak sobie radzi Naruto? - dokończył pewnym siebie głosem który zabrzmiał tak... ciepło... zawsze tak brzmiał, kiedy mówił o tym Młotku. Moje alter ego wykonało piękne i dostojne 'jeb'.<br />- Świetnie. Szczerze mówiąc, po ostatnim ataku na wioskę zaczynam się obawiać o swoją pozycję. Jest naprawdę dobrym shinobi. - roześmiałem się, zaciskając piąstki w środku siebie. Ja też byłem cholernie dumny z Małego, ale, no błagam! Czy on musiał zawsze o nim mówić takim głosem...? Takim przeokropnie słodko-ciepłym? Maleńkie igiełki zazdrości wbiły mi się w serce. Chciałbym, żeby wymawiał tak moje imię... <br />- Tak, wykazał się ostatnio. - odpowiedział, a ja wbiłem paznokcie w wewnętrzną stronę dłoni. Kurrwa... dlaczego muszę tak reagować? - Ale ciebie nie zastąpi. Jesteś jedyny w swoim rodzaju, Kakashi - zaśmiał się z zakłopotaniem a ja podniosłem głowę, nie wierząc w to co słyszę. Delfinkuu... - zawyłem w duszy, jedynie siłą woli powstrzymując się przed tym, żeby się na niego teraz nie rzucić.Chciałem poczuć jego wargi na swoich, tak strasznie mocno tego chciałem! <br />- To ja ostatnio zginąłem, nie on - po raz kolejny zaśmiałem się, jak to miałem w zwyczaju.<br />- Nie umieraj już więcej. Przestraszyłeś mnie. - wypowiedział te słowa jakoś cicho, tak smutno... Zaraz... on się o mnie martwił?<br />- Postaram się - powiedziałem tylko, doganiając go. Dalsze gapienie się na jego dostojne cztery litery mogło się źle zakończyć. <br /><br />***<br /><br />Dotarliśmy do jakiejś małej mieściny, i oboje zgodnie stwierdziliśmy, że przyda nam się nocleg. Odhaczyłem jakiś hotelik i poszliśmy się z Iruką w nim ulokować. Zdziwił mnie nieco fakt, że baba cały czas patrzyła to na mnie, to na niego, to na mnie, to na niego...Po chwili chwyciła jeden z kluczy i porozumiewawczo mrugając do mnie raczyła podać mi go. Ludzie bywają dziwni.<br />W momencie kiedy weszliśmy do pokoju już wszystko zrozumiałem.<br />Bo,o zgrozo (a może raczej: &quot;O Boże, jakie ja mam cholerne szczęście!&quot;)było tu tylko jedno łóżko... a na dodatek nie było dosyć miejsca żeby ulokować się na choćby głupiej podłodze. Zajrzałem do łazienki - YEA! Prysznic, nie wanna! Nie ma możliwości spania gdzie indziej. Po prostu NIE MA.<br />- To ma być żart? - opalona i z reguły ciemna skóra Iruki nagle pobladła,a na twarzy znów pojawiły się rumieńce. Ciekawe, czy rumieni się tak często tylko przy mnie...? - Idę do recepcji, musieli się pomylić. -wyszeptał i wyszedł, a ja poczułem się niesamowicie głupio. To ja tusię cieszę jak jakiś debil, i nie myslę o tym ze on wcale może nie mieć ochoty na spanie w jednym łóżku z facetem, w dodatku z takim napaleńcem jak ja... solidnie postanowiłem, że dzisiaj muszę się powstrzymać od wszelkiego rodzaju zboczeń i być grzecznym chłopcem, oczywiście, o ile nie wymienią nam pokoju.<br />- Nie wymienią nam pokoju. - potwierdził moje myśli Iruka, wchodząc. - To był ostatni, a nigdzie indziej nie ma otwartego o tej porze hotelu...<br />-Jeśli ci to przeszkadza to prześpię się... na krześle. -wykombinowałem, spogladając kątem oka na rozwalone, składane krzesełko.Yhm... dla Iruki wszystko.<br />- Nie, daj spokój. - rumieńce się pogłębiły, ale w oczach widać było zdecydowanie. - Łóżko jest duże, i o ile tobie to... ten...<br />- Nie przeszkadza mi. - posłałem mu lekki uśmiech i zabrałem się za książkę. - Poczytam jeszcze chwilę, idź pod prysznic, odpocznij, jutro będziemy musieli się trochę bardziej wysilić. Droga jest dłuższa, ale na pocieszenie ci powiem że jutro będziemy już u celu - posłałem mu pokrzepiający uśmiech spod maski, co on odebrał z lekkim wahaniem, ale wziął ręcznik i poszedł do łazienki. Usłyszałem odgłos puszczonej wody. <br />- Dobrze jest, jak na razie, teraz tylko tego nie schrzań.<br />- Kakashi? - usłyszałem głos Iruki dobiegający z łazienki. - Mówiłeś coś?<br />- Niee, nic, tak tylko sobie nucę! - odkrzyknąłem, uderzając sobie w łeb otwartą dłonią. Źle ze mną, gadam do siebie...<br />Wyszedł spod prysznica... w samym ręczniku. O Boże. Delfinku, dlaczego ty musisz mnie w taki sposób prowokować?<br />Kropelki wody spływały z jego włosów przez tors, zatrzymując się na materiale.Ręcznik był zawiązany byle jak i w dodatku trochę opuszczony, lada chwila mógł się rozwiązać...<br />O kurwa.<br />Zapłonąłem cudnym rumieńcem a moje policzki miały teraz zapewne kolor dojrzałego pomidora. Chwyciłem ręcznik i z cichym trzaskiem zamknąłem łazienkę od razu puszczając wodę.<br />Iruka... czy ty nie rozumiesz, że ja...<br />A teraz na dodatek w moich spodniach zrobiło się niespodziewanie mało miejsca.<br /><br />***<br /><br />Kiedy w końcu wyszedłem spod tego cholernego prysznica, uspokojony (z pomocą swojej dłoni), to co zastałem...<br />Iruka już spał. Włosy miał rozpuszczone, po raz pierwszy go takiego widziałem... Kołdrą zsunęła się lekko z niego, przez co mogłem podziwiać - przynajmniej w połowie - jego ciało. W tym ogromnym łóżku wyglądał jak mały, zagubiony chłopiec, spał na brzegu mebla. Podszedłem i nie mogłem się po prostu powstrzymać... odgarnąłem kosmyk włosów z jego twarzy, a on zamruczał lekko podążając nieświadomie za ciepłem mojej dłoni. Odsunąłem pospiesznie rękę. Wsunąłem się delikatnie pod kołdrę, odsuwając się od niego. Nie chcę mu zrobić krzywdy... <br />Najwyraźniej jednak on miał inne zdanie co do odległości nas dzielącej. Zamruczał niezadowolony po czym przesunął się bliżej mnie i wtulił we mnie.Delikatnie przełożyłem rękę przez jego talię, drugą chowając we włosach. Przybliżyłem twarz do nich... wanilia. Odurzony jego zapachem prawie zasypiałem.<br />Oby tylko nie usłyszał...<br />... Jak mocno bije mi serce.<br /><br />***<br /><br />Obudziłem się o 8. Jego obok mnie nie było. Zaniepokojony wstałem, pozaglądałem we wszystkie możliwe kąty (nawet pod wycieraczkę...) i dalej nic.Mieliśmy wyjść o 10 więc niemożliwym jest, żeby poszedł sobie beze mnie.<br />Ogarnąłem się.<br />Usiadłem w fotelu...<br />Nie zdążyłem wyciągnąć książki.<br />- O, Kakashi. Już wstałeś - Jak ja uwielbiam te jego rumieńce!<br />- Uhum. Gdzie byłeś...? - zapytałem z pozoru obojętnym tonem ale skręcało mnie od środka z ciekawości.<br />-Przyniosłem śniadanie. - obdarzył mnie przecudnym uśmiechem, przez co blizna na jego nosie zabawnie się zmarszczyła. Dopiero teraz zauważyłem, że w ręku trzyma tacę na której znajdują się tosty, dżem i dwa kubki z kawą.<br />Jeszcze bardziej go uwielbiam. Dżem jest truskawkowy.<br />Zjedliśmy raczej w milczeniu, i od razu postanowiliśmy ruszyć w drogę. Przed czasem, bo była dopiero 9.30, ale obaj zgodnie uznaliśmy że nie ma co się obijać, do roboty, do roboty, dźwignij dupę królu złoty.<br />Droga płynęła w milczeniu. Powoli zapadał zmierzch, a Iruka nie odezwał się do mnie ANI SŁOWEM. Ani jednego słówka przez kilka godzin... irytowało mnie to.<br />- Jesteśmy prawie na miejscu. - przełamałem ciszę, obserwując jego reakcję. A reakcja? Prześliczna twarzyczka, ale bez żadnego wyrazu.Czyli naprawdę muszę mu być obojętny...<br />- Mhm. - potwierdził nawet na mnie nie patrząc. Iruś, za co? Zapytałem sam siebie w myślach. Jego reakcja zwaliła mnie z nóg - dosłownie i w przenośni. Zaliczyłem przecudną glebę i aktualnie leżałem rozłożony na drodze przed nim. Zaraz... on tego nie zauważył?<br />Podepcz mnie, podepcz i zniszcz. O okrutny świecie...<br />- Kakashi, co ty tam robisz? Chodź! - krzyknął tylko a ja wstałem mrucząc pod nosem jakieś przekleństwa. Cholera jasna, a wczoraj to się tulił!<br />Przyspieszyłem i wyminąłem go. Nikt nie będzie pomiatał Hatake!<br />Nawet mój Delfinek...<br /><br />***<br /><br />- Zabiję Tsunade. - złowrogie błyski w jego oku i chęć mordu bijąca z jego aury wyraźnie świadczyły o tym, że nie żartuje. Byliśmy na miejscu od godziny, i, szczerze mówiąc, mi też się nie widziało to, co dla nas wymyślił zleceniodawca... <br />-Jakbyś mógł. - stwierdziłem obojętnie. Taka była prawda. Obojętnie jak bardzo by chciał, w życiu nie mógłby nic a nic zrobić tej kobiecie.Była... przerażająca. I do tego porażająco silna.<br />- Nie obchodzi mnie to, zabiję ją. Zabiję ją albo siebie! - zagroził,wściekle wymachując rękoma. Pomyślałem, że jeszcze chwila a z nosa zacznie mu buchać para...<br />- Nie mów tak nawet. - znów udawana obojętność. Ja po prostu... nie chcę mu się narzucać.<br />- Dlaczego? I tak właściwie dlaczego wybrała do tej misji AKURAT NAS?<br />- Tego nie wie nikt - westchnąłem. - A zabić się nie możesz, bo nie pozwolę ci zostawić mnie samego - po chwili wahania dodałem kilka słów- na tej misji.<br />- A potem już mogę? - zapytał z przekorą na mnie spoglądając.<br />Wzruszyłem tylko ramionami, chociaż tak naprawdę to miałem ochotę go w te ramiona porwać. <br />Sam chciał zagrać w obojętność.<br />Chciał to ma!<br />Odwróciłem się do niego plecami i spróbowałem wynegocjować inne warunki tej, hm, umowy...<br />Ku mojemu i Iruki niezadowoleniu nic nie dało się wykombinować.<br />Jutro czeka nas BARDZO ciężki dzień.<br /><br />***<br /><br />Tak jak się spodziewałem, mieliśmy oddzielne pokoje. Pełen luksus, nawet jaccuzzi było! Tylko że mi się o wiele bardziej podobało w tamtej ciasnej klitce, z Iruką...<br />A niech kotek Filemon to sobie weźmie, niepotrzebny mi facet do szczęścia.<br />Znajdę sobie dziewczynę...<br />Założę rodzinę...<br />Shit.<br />Bez Delfinka nic nie ma sensu.<br />Można powiedzieć, że moja orientacja to &quot;Iruka.&quot;<br /><br />***<br /><br />Rano wstałem w zaskakująco podłym humorze, jednakże musiałem być przez cały dzień &quot;oh i ah&quot; i to w sensie dosłownym.<br />Nie wiem, co za przyjeb zlecił tą misję, bo nam go nie przedstawili, i nie wiem jak Tsunade mogła mi ją przydzielić, ale jestem pewien że było to mimo pozornej 'łatwości' jedno z najgorszych zadań.<br />Spojrzałem na ubranie przewieszone przez oparcie krzesła i westchnąłem.<br />Boże, za co?<br />Poszedłem do łazienki się 'wypięknić', ale maski nie ściągnąłem. Nie, nie, i nie. Never.<br />Moje odbicie w lustrze mówiło samo za siebie. Zamiast opaski shinobi miałem na oku zwykłą, granatową, aksamitną. Włosy sterczały jak zwykle, ale oto nie musiałem się martwić.<br />Taki już mój urok.<br />Wyszedłem z pokoju, starając się nie natknąć na Irukę. Kogo jak kogo, ale jego nie chciałbym w tym momencie zobaczyć.<br />Może i wolę facetów - a konkretnie jednego - ale to mnie poniżało. <br />Bo i tak byłem nadal w 100% mężczyzną.<br />Najwyraźniej jednak nikomu to nie przeszkadzało...<br /><br />***<br /><br />Wszystko od samego rana się rozkręca, pomyślałem, schodząc po schodach.Aktualnie miałem na sobie czarny, siatkowy podkoszulek który o wiele za&nbsp; dużo odsłaniał, zwyczajowo - maskę i granatowe, BARDZO obcisłe spodnie.Ubrany byłem dosyć zwyczajnie, ale to pod wieczór miało się zmienić.Teraz miałem zapoznać się z gośćmi.<br />Organizowali imprezę, do wieczora naszym jedynym zadaniem było się dobrze bawić.<br />O ludu, kogo tam nie było!<br />Znani, mniej znani, niektórzy niestety bardzo dobrze znali MNIE a to mogło bardzo zaważyć na mojej reputacji... ehh... jestem ninja, żadnej roboty się nie boję, ale...<br />Cholera jasna.<br />Ja nie chcę tego robić.<br />Najwyraźniej jednak nie miałem tu nic do gadania, bo co chwilę ktoś mnie przywoływał - ot, choćby, żeby podyskutować. <br />Właśnie rozmawiałem z jakimś przesympatycznym, aczkolwiek odrzucającym grubaskiem, kiedy ktoś pociągnął mnie za ramię do tyłu.<br />- ITACHI! - krzyknąłem, wniebowzięty rzucając mu się na szyję. Jego stosunki z wioską były już w normie, a ja zanim jeszcze zamordował cały klan go uwielbiałem. I on mnie też. <br />I z tego bezgranicznego uwielbienia poszliśmy do łóżka.<br />Cóż, życie. Teraz jednak patrzyłem na niego tylko jak na dawno niewidzianego znajomego, nie jak na... kochanka.<br />- Stęskniłem się, Kakashi. Co ty tu robisz? - zapytał swoim seksownym, niskim głosem... Nawet jeżeli beznadziejnie (i jednostronnie) uwielbiałem Irukę, to w podobnym stopniu lubiłem głos bruneta. To była jedna z rzeczy która najbardziej mnie w nim pociągała.<br />- Słyszałeś może o głównej atrakcji wieczoru? - Zapytałem, nie wypuszczając go z objęć. Oj, dajcie mi się chwilę poprzytulać, brakuje mi ostatnio czułości!<br />- Nie gadaj, że ty... naprawdę? - popatrzył na mnie z rozbawieniem. Nie dziwiłem mu się. Sam bym się śmiał z siebie.<br />- Iruka i kilku shinobi z innych wiosek też. Zamorduję Tsunade.<br />- Mogę ci w tym pomóc - wymruczał, a ja wiedziałem, że mówi całkiem serio.<br />- Nie trzeba. - Posłałem mu uśmiech spod maski. Przejechał palcami po moich wargach, ukrytych pod nią.<br />- Gdybyś jej nie miał to bym się nie powstrzymał i pocałował cię tu, przy wszystkich - zamruczał znowu wprost do mojego ucha. O tak, doskonale wiedział, jak uwielbiam jego głos...<br />- Kakashi! - tę słodką chwilę zapomnienia przerwał nam &quot;Pan Kierownik&quot;czyli gość odpowiedzialny za ostatni punkt wieczoru. Zostały do niego niecałe 3 godziny, ale przygotowania na pewno potrwają długo...<br />- Już idę, już idę - wyswobodziłem się z jego objęć, muskając niby przypadkiem jego policzek. - To do zobaczenia, Łasiczko. (jakby ktoś nie wiedział - Itachi znaczy łasica)<br />Uśmiechnął się tylko do mnie i odszedł porozmawiać z jakimś gościem przy barze. <br />A ja poszedłem na spotkanie z tymi wszystkimi potworami...<br /><br />***<br /><br />- Nie wyjdę tak.<br />- Owszem, wyjdziesz.<br />- Nie wyjdę.<br />- Wyjdziesz. I zdejmiesz tę maskę.<br />- Wtedy cię zabiję.<br />- No to z maską, ale wyjdziesz.<br />Kłóciłem się tak już od dobrej pół godziny, kompletnie olewając fakt, że teraz powinienem już krążyć z gracją wśród gości, kompromitując się... Nie uśmiechało mi się to. Kompletnie mi się nie uśmiechało, szczególnie, że był tam Itachi... no i jeszcze Iruka...<br />- WYJDZIESZ I BEZ DYSKUSJI! - oznajmił, po czym skinął ręką a obok mnie pojawiło się nagle dwóch OGROMNYCH facetów.<br />- Dobra, panowie, sam pójdę - westchnąłem, poprawiając co miałem do poprawienia i wyszedłem na salę...<br />Pierwsze co zauważyłem to uniesione brwi Itachiego. Szukałem wzrokiem Iruki, ale nigdzie nie mogłem go znaleźć, a poza tym... uznałem że dam sobie spokój. Nie chce? Ok. Ja nie będę się narzucał.<br />Delfinku, kochanie, dlaczego mnie nie kochasz? - zawyłem w środku samego siebie i ruszyłem odważnie na środek sali, odprowadzany przez gwizdy i śmiechy.<br />Jeszcze nigdy nie czułem się tak upokorzony.<br />- Kakashi? - uniósł brwi jeszcze bardziej, przyciągając mnie do siebie. -To NAPRAWDĘ TY? - niedowierzanie i rozbawienie w jego głosie tylko mnie dobiło.<br />- Tak, to ja, i błagam cię, oszczędź mi komentarzy... - jęknąłem, czując, jak majstruje przy moich plecach.<br />- Wiesz, naprawdę całkiem ci ładnie w tej... sukience...<br />Tak, niestety, to była prawda. Bolesna prawda.<br />Miałem na sobie sukienkę.<br />I to nie byle jaką sukienkę - było to coś w stylu bardziej niegrzecznego stroju pokojówki. Czarna, z gorsetem, bez jakichkolwiek rękawów,rozkloszowana na dole, z koronką i fantazyjnymi haftami. Miała wszytą gumkę w pasie, co podkreślało moje ledwo widoczne wcięcie w talii.Oprócz tego miałem jeszcze na sobie czarne, koronkowe rajstopy.<br />Oczywiście twarzy zostawić w spokoju też nie mogli - jedno widoczne oko (drugie&nbsp; miałem przewiązane aksamitną opaską, tym razem w kolorze czerwieni)było podkreślone drapieżnym smolistym makijażem, a włosy... moje cudne włosy...<br />Zostawili w spokoju.<br />Tak mi się trafiło. Mogło być gorzej. Obok krążyło kilku innych gości z rozmaitych wiosek, poprzebieranych jeszcze bardziej obciachowo - jeden był w stroju pielęgniarki, drugi króliczka playboya, trzeci kelnerki.Jak diabli mnie ciekawiło co trafiło się Iruce. <br />Ale gdyby tylko to kazali nam zrobić... w planach czekało jeszcze coś gorszego.<br />O wiele gorszego.<br />ZAMORDUJĘ TSUNADE!<br />No i co z tego że czasem umawiam się z facetami?! KURWA MAĆ NO!<br />- Ee... Kakashi? - uupss. <br />- Ja to powiedziałem na głos? - spytałem jak najbardziej niewinnie.Klientów jeszcze to pobudziło. Zaczęli nawoływać mnie ze wszystkich stron. Czy tu byli zapraszani tylko ci, którzy wolą chłopców? CHŁOPCÓW W SUKIENKACH?<br />Pokręciłem się jeszcze trochę, mając przy sobie Itasia, który okazywał się niebywale pomocny, ze względu na to że towarzystwo się go po prostu najzwyczajniej w świecie bało.<br />Ale teraz nadeszło to czego ja się bałem...<br />Licytacja.<br /><br />***<br /><br />-Witam państwa serdecznie! Licytujemy, licytujemy, na początek najmłodszy z tu obecnych, nasza prześliczna kelnereczka - Wyłowił spośród nas chłopaka drobnej budowy, o błękitnych oczach i jasnobrązowych włosach. Miał może jakieś 17 lat. Facet dalej zachwalał towar', faceci licytowali, i chociaż było to tylko 'na żarty' to i tak mnie odrzucało. Ten, który wygra, mógł rozkazywać swojej nagrodzie, a ta bez szemrania musiała wypełniać jego polecenia. Wszyscy dobrze wiedzieliśmy, dlaczego większość z takim zapałem licytuje...<br />Spojrzałem kątem oka na Irukę. Był ubrany dosyć zwyczajnie. To znaczy, o ile zwyczajnie może wyglądać facet w takim ubraniu. Ale w jakiś dziwny, pokręcony sposób pasowało to do niego.<br />Miał na sobie sukienkę podobną do mojej, ale 'grzeczniejszą'. Sięgała gdzieś do kolan (moja tak samo), i była jasnobrązowa, co ładnie komponowało z jego oczyma. Miała gorset, w pasie przewiązaną wstążkę. <br />Tak, to nadal był Iruka, któremu obiecałem się nie narzucać, a ja nadal wolałem go w wersji 'man'.<br />Ale Delfinek jak to Delfinek. We wszystkim wygląda pięknie.<br />Tymczasem w okół nas robiło się pusto i teraz na niedużej scenie staliśmy tylko my... mężczyźni na dole władczo obejmowali swoje zdobycze. Niektórym się bardziej poszczęściło (na przykład temu Małemu trafił się zabójczo przystojny blondyn, niedużo starszy od niego) a innym nie (Pielęgniarkę zagarnął sobie grubasek). Cholernie się bałem, gdzie ja trafię.<br />- A o to 27-letni, zabójczo przystojny i tajemniczy, równie silny co pociągający - lepiej się bać! - Kopiujący Ninja!<br />No, pięknie. Jeszcze użył mojego pseudonimu. BO NA PEWNO NIKT MNIE TERAZ NIE ROZPOZNA.<br />- Licytujemy, licytujemy!<br />Rozpoczęła się walka. Szczerze mówiąc, wiedziałem, że jestem przystojny, ale żeby aż tak...<br />- Po raz pierwszy, po raz drugi, po raz...<br />Ostatni raz przebito ofertę.<br />- Po raz pierwszy, po raz drugi, po raz trzeci! Sprzedany dla tego pana w czerwono-czarnym! - wrzasnął do mikrofonu, czym skutecznie podrażnił moje uszy. Ktoś wszedł na scenę odebrać nagrodę - czyli mnie - a ja zobaczyłem...<br />Itachiego.<br />Jeżeli mam być szczery to lepiej mi się nie mogło trafić.<br />- Idziemy? - zamruczał, czym wywołał mój własny zadowolony pomruk. Ale chciałem jeszcze coś zobaczyć.<br />- Chcę jeszcze chwilę zostać i zobaczyć kto trafi się Iruce. - powiedziałem, ocierając się o niego lekko.<br />- To mnie nie prowokuj, bo się nie powstrzymam. Idę po coś do picia - roześmiał się i poszedł w stronę stołów.<br />Obserwowałem,jak przebijają oferty... trwało to naprawdę długo. W końcu rozległo się upragnione &quot;Po raz pierwszy, po raz drugi, po raz trzeci, SPRZEDANE!&quot; i mogłem się przyjrzeć zwycięzcy.<br />Teraz to mogę być podirytowany...<br />Bo to był Sasori, były chłopak Umino.<br /><br />***<br /><br />Byłem wkurwiony! Dosłownie i w przenośni wkurwiony!<br />No bo do jasnej cholery, to wiadome, co oni będą robić! Kurwa mać, łapy precz od mojego Delfinka!<br />Pomijając fakt, że właśnie w tej chwili ja miałem zamiar pójść poszukać Itachiego w wiadomych celach.<br />Ale to nie to samo! Bo Iruka tak naprawdę nic do mnie nie czuje a ja... do niego... <br />Przygryzłem nerwowo wargę. Pieprzyć to. Nie mam ochoty na użeranie się z tym.<br />Poszedłem szukać Łasicy.<br /><br />***<br /><br />No, dobra.<br />Całą noc rozmawialiśmy.<br />Ja oczywiście nie zastosowałem się do swojej własnej rady - &quot;Olej to&quot; -tylko cały czas zastanawiałem się, co w tej chwili Iruka... z tym rudym...<br />Itachi najwyraźniej to zauważył, bo wypuścił mnie.<br />Wróciłem do swojego pokoju.<br /><br />***<br /><br />Tylko przekroczyłem próg pomieszczenia, rzuciłem się na normalne ciuchy, po czym naładowany wściekłością do granic możliwości popędziłem pod drzwi pokoju Iruki.<br />Nie mogłem tego tak zostawić! Cholera, no po prostu nie mogłem... ja nie... nie chcę żeby ktokolwiek inny... jego...<br />Wpadłem do jego małego apartamentu, wyważając drzwi z kopniaka. Natychmiast się za mną zamknęły. Ta, nie ma to jak mocne wejście.<br />-ŁAPY PRECZ OD IRUKI! - wrzasnąłem tylko nawet nie myśląc o tym, czy on mu naprawdę coś robi. Dopiero wtedy odważyłem się otworzyć oczy.<br />A oni grali w szachy.<br />Dobra. Głupiej nie czułem się nawet w tej idiotycznej sukience.<br />- Kakashi? - spojrzał na mnie z wyrazem bezbrzeżnego zdumienia a ja zacząłem drobić w miejscu.<br />- Ee... ten... no... no bo... - jak na złość nic sensownego nie przyszło mi do głowy.<br />-To ja już pójdę. - nieoczekiwanie odezwał się rudy, wstając. Też chciałem wyjść, ale zostałem popchnięty przez tego Skorpiona na łóżko z nakazem &quot;SIEDŹ&quot;.<br />Więc siedziałem.<br />I zapadła taka niezręczna cisza...<br />A ja teraz powinienem spytać czy mogę tu zamieszkać. Chyba tak to leciało.<br />-Kakashi? Co to było to przed chwilą? - zapytał, a moje policzki nagle zapłonęły. No bo do jasnej cholery, co miałem mu powiedzieć?<br />-Ee... ten... noo... - całkiem ciekawie brzmi. &quot;Etenno&quot; powinien znaleźć sobie stałe miejsce w moim słowniku. Szczerze mówiąc to już się na dobre rozpanoszyło.<br />-Mów. Szczerze. Proszę. - popatrzył na mnie błagalnie a ja zobaczyłem w tych oczach... a zresztą, nieważne co zobaczyłem! Ważne, że dodało mi to odwagi.<br />-Bo... no bo ja byłem zazdrosny o tego rudego - wypaliłem. - Wcześniej&nbsp; musiałem patrzeć jak cię obłapia, potem z nim zerwałeś no i ja się cieszyłem chociaż wiem że to głupie ale nie mogłem znieść myśli że wy teraz... może... - mówiłem na praktycznie jednym oddechu. Brakło mi tchu, a ja powiedziałem sobie w myślach nareszcie coś mądrego: &quot;Zamknij się.&quot;<br />-Nie wiem jak ty w ogóle możesz być shinobi. Bo jesteś ślepy. -westchnął i jak gdyby nigdy nic zdjął mi maskę i mnie pocałował.<br />Wplótł palce w moją włosy, drugą łapiąc mnie za kark i przyciągając do siebie.Pocałunek był nieśmiały, ale zdecydowany, mocny. Z chwili na chwilę przemieniał się w coraz bardziej zmysłowy... oderwałem się od niego.<br />-Zaraz, Iruka... ty... co ty tak właściwie robisz? - Przyglądałem mu się ze zdumieniem i pożądaniem. Jeszcze chwila a nie powstrzymałbym się.<br />- Całuję cię. - odpowiedział, a w jego oczach błysnęły przekorne iskierki.<br />- To już wiem, ale... Jak to ślepy? O co chodzi? - naprawdę nic nie rozumiałem. Nic a nic. Bo przecież to niemożliwe, żeby on... mnie...<br />- Oj, Kakashi, Kakashi... - westchnął i nachylił się, znów składając pocałunek na moich wargach. Ten był delikatny, tylko chwilowy. Odsunął się, żeby po chwili wyszeptać mi do ucha te słowa...<br />- Iruka... - udało mi się tylko wypowiedzieć jego imię, bo zostałem przyciągnięty do gwałtownego pocałunku. Jego chłodne dłonie znalazły się pod moją koszulką, gładziły plecy, a po chwili się jej pozbyły. Na chwilę się od siebie oderwaliśmy, tylko na ten moment... Jego usta...Uzależniłem się od nich.<br />Jego dłoń odchyliła materiał moich spodni i wślizgnęła się pod nie. Tylko lekko dotknął mojej męskości, a ja już w tym momencie gwałtownie wciągnąłem powietrze.<br />Boże, delfinku...<br />Skupiłem się wszystkimi zmysłami na przyjemności dawanej mi przez niego, na coraz śmielszych pieszczotach. Oddech już teraz stał się urywany, nie mogłem... myśleć... w tej chwili liczył się tylko on.<br />W tej chwili?<br />Śmieszne.<br />Zawsze liczył się tylko on.<br />Odepchnąłem jego rękę i położyłem go delikatnie na łóżku. Jego ubrania leżały już dawno porozrzucane gdzieś na podłodze, a ja miałem na sobie jeszcze spodnie. Zdjąłem je pospiesznie. Zacząłem całować powoli jego szyję...zamruczał, oddając się mi.<br />Niżej... tors. Pozostawiłem po sobie czerwone punkciki. Iruka... jest mój... i nikt nie ma prawa go tknąć. Tylko ja.<br />Niżej... opalony, płaski brzuch. Zacząłem składać na nim delikatne pocałunki, pełne jakiejś niewytłumaczalnej czułości...<br />Niżej,jeszcze niżej... Każdy skrawek jego ciała... nie chciałem się z nim bawić. Chciałem, żeby było mu po prostu dobrze, żeby on pragnął mnie,jak ja pragnąłem jego.<br />Wsłuchałem się w jęk przyjemności, kiedy w końcu złożyłem pocałunek na najwrażliwszym miejscu jego ciała, żeby po chwili całkowicie oddać się smakowi jego skóry...<br />Poczułem jego dłonie na włosach. Nie popędzał mnie, wplótł palce między kosmyki.Cały czas patrzyłem w jego oczy, miodowe, cudowne, teraz zamglone pożądaniem.<br />-Kaka...shi... - wyszeptał i odsunął mnie od siebie. Pozbawiony choć na chwilę smaku jego ciała przeniosłem się na szyję, delikatnie ją całując i podgryzając. Wydał z siebie cichy jęk.<br />- Ty... na pewno... - udało mi się tylko wydusić. Patrzyłem na jego zarumienioną twarz, patrzyłem na wpół przymknięte oczy i wsłuchiwałem się w jego oddech... Przyciągnął mnie do siebie i pocałował, mocno, brutalnie wręcz. Udało mu się wydusić z siebie ciche 'tak'. Odsunąłem się lekko od niego i zatopiłem się w tych tęczówkach.<br />-Kocham cię, Iruka - wyszeptałem i wsłuchałem się w cichy krzyk który wydobył się z tych słodkich ust kiedy zacząłem go powoli przygotowywać. Jeden, dwa, trzy... zauważyłem łzy w kącikach oczu, które od razu scałowałem.<br />- Kakashi... - wyszeptał. Pocałowałem go lekko, nieśpiesznie.<br />- Kocham cię. - powtórzyłem, wchodząc w niego. Głuchy krzyk rozległ się po pokoju, od razu stłumiony mocnym pocałunkiem z mojej strony. <br />Tęsknota za nim przez te wszystkie lata była nie do zniesienia a teraz był mój, tylko i wyłącznie mój...<br />Byle tylko nie sprawić mu bólu... coraz szybciej, wsłuchując się w jego jęki, czując zapach skóry, opuszkami wyczuwając każde drganie jego ciała...<br />Cichy krzyk, wydarty jednocześnie z obu gardeł.<br />Opadłem na niego i wsłuchałem się w bicie jego serca. Położyłem rękę w tym miejscu.<br />- Iruka, kocham cię... zawsze... cię kochałem... - wyszeptałem i przymknąłem oczy. Położył rękę na moich włosach i głaskał mnie uspokajająco.<br />- Ja też, Kakashi... ja też... - wyszeptał, a ja, odurzony jego zapachem, zasnąłem.<br /><br />***<br /><br />Droga powrotna zajęła nam dwa razy więcej czasu ze względu na to że teraz praktycznie nie wypuszczałem z objęć (i łóżka) mojego Delfinka. <br />Po powrocie do wioski postanowiliśmy nie wcielać w życie planu krwawego morderstwa Tsunade. No bo w końcu teraz byliśmy razem... i to głównie dzięki tej misji.<br />Początkowo Iruka nie chciał mi uwierzyć, że między mną a Itachim nic nie zaszło, ale w końcu udało mi się go przekonać bo...<br />Sasori i Itachi zeszli się ze sobą.<br />Mały z licytacji i sexi blondasek również.<br />Sukienki powiesiliśmy w szafie jako pamiątki, ale nie mamy zamiaru już nigdy więcej ich na siebie wkładać.<br />No... chyba że Iruka...]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 17 StyczeĹ</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 17 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.animeyaoi.pun.pl/viewtopic.php?pid=26#p26</link>
<guid isPermaLink="false">26@http://www.animeyaoi.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Jest cicho. Zbliża się dwudziesta i pan Jarek wygania wszystkich uczniów, chcąc zamknąć szkołę. Wiem, że dla mnie zrobi wyjątek. To normalne, że często spędzam noce w auli, licząc kwadraty z drewna, z których składa się sufit, i wsłuchując się w ciszę. Czasem gram na wiolonczeli, starając się, żeby wibrujący dźwięk brzmiał jak najczyściej. Zaczynając forte, słucham jak melodia odbija się od ścian, aż w końcu pozostaje po niej tylko cień, brzmiący jeszcze w uszach. Lubię półmrok, który tam panuje. Nie włączam światła. Przez duże okna wpada go aż za dużo - to wszystko przez latarnie przed szkołą, które świecą łagodnym białym światłem. <br />Sala jest przestronna. Siadam na krześle na scenie i zaczynam swoje niby-przedstawienie. Przymykam oczy, pod powiekami ciągle mam ten sam obraz - nie jest to sala pełna ludzi, w żadnym wypadku. Ale lubię grać dla kogoś. <br />Widzę ciebie. Uśmiechasz się do mnie łagodnie, jasna grzywka wpada do otoczonych wachlarzem długich rzęs oczu w kolorze bursztynów. Aula jest pusta. Oprócz ciebie nie ma tu nikogo. Siedzisz na szerokim parapecie, opierając się policzkiem o zimną szybę. Twój wzrok śledzi ruchy moich dłoni. <br />Jeden zgrzyt i nagle znikasz. Rozpływasz się, a ja otwieram oczy - nie ma cię. Nie ma... <br />Odkładam ostrożnie instrument na podłogę, obok kładę smyczek. Podpieram głowę na dłoniach i uśmiecham się gorzko. <br />Nie ma cię. <br />Przyszedł ranek, jak to ranek - za wcześnie. Obudziłem się cały połamany na podłodze i z przestrachem zarejestrowałem, że jest już ósma, a więc powinienem szybko otwierać szkołę. Wczoraj obiecałem to panu Jarkowi. <br />Szybko się pozbierałem i zrobiłem, co miałem zrobić. Jest środa. Byle do wieczora... <br />Dzień wlókł się niemiłosiernie, ale nareszcie - dwudziesta. Siedzę u siebie w domu. W ręku lampka czerwonego wina, kontrastująca z moją bladą cerą i czarnymi włosami. Powoli się rozluźniam, tak... tego mi trzeba. Nie puka. Wchodzi. <br />Patrzy mi w oczy i od razu zabiera kieliszek z ręki. Siada na kolanach, przodem do mnie i przymyka oczy. Wargi stykają się, po chwili splatają języki łącząc się w zapierającym dech w piersiach tańcu. Mogę powiedzieć, że nawet to lubię. Odsuwa się, a ja zatapiam się w brązowych oczach i wplatam palce między przewlekane złotem kosmyki. Opieram się czołem o jego, oddechy mieszają się ze sobą.<br />Jego ręka wkrada się w moje spodnie. To też lubię. Odchylam głowę do tyłu i oddycham ciężko, od czasu do czasu pojękując. Patrzy na mnie z oddaniem, wierny jak pies. <br />A tu przecież chodzi tylko o jedno. Pożądanie. Nie potrafi tego zrozumieć, widzę to w przepełnionych miłością oczach, gdy patrzy na mnie kiedy w końcu brudzę opaloną dłoń. A ja tylko uśmiecham się ironicznie i całuję go znowu, powoli, leniwie, przeciągając tę chwilę. Nie zamykam oczu, bo kiedy to robię, doskonale zdaję sobie z tego sprawę... <br />... że nie jest TOBĄ. <br />Ty siedzisz na wiklinowym fotelu w kącie. Jesteście bardzo podobni - ty i on. Uśmiechasz się z nutką goryczki i rozbawienia, patrzysz na moją twarz, na to, co robię. Nic nie mówisz. Jeszcze nie. <br />Lądujemy na podłodze. Tym razem ja sięgam się do jego krocza i zdejmuję z niego pospiesznie spodnie, uśmiechając się prowokująco. Po chwili także koszulka ląduje gdzieś na boku, pognieciona. Całuję powoli każdy fragment skóry, przejeżdżam językiem po tych miejscach, w których dotyk najbardziej na niego działa. Rozchyla usta, wydobywa się z nich jęk, kiedy w końcu zaczynam zabawę z miejscem, które domagało się największej uwagi. <br />&#8211; Gabriel... &#8211; szepcze moje imię i chwyta mnie za włosy, przyciągając gwałtownie do swojego krocza. Dochodzi z przeciągłym jękiem. <br />Widzę twoje spojrzenie pełne obrzydzenia, kiedy na to patrzysz. Nic nie mówisz. Na ustach nadal ten ironiczny uśmieszek. Uśmiech, który tak kocham... <br />Oddycham ciężko i uspokajam się, razem z nim. Leżymy jeszcze przez chwilę - obejmuje mnie opiekuńczo ramieniem, a ja wpatruję się nadal w to samo miejsce. W wiklinowy fotel, który stoi w kącie. <br />Powoli zaczyna wodzić ustami po mojej szyi. Mruczę z aprobatą i odchylam głowę do tyłu ułatwiając mu dostęp. Zostawia czerwony punkcik, jakby chciał zaznaczyć swoją &quot;własność&quot;. <br />Ale ja nie należę do niego. <br />Unosisz znacząco brwi i prychasz cicho. Odwracasz głowę, kiedy on wyjmuje z szafki olejek i powoli zaczyna mnie przygotowywać. <br />Cichy jęk przy pierwszym palcu. Przy drugim - głośniejszy, nawilżam spękane wargi językiem. <br />Uśmiechasz się kpiąco. <br />Wchodzi we mnie. a ja nie mogę powstrzymać cichego krzyku i łez piekących pod powiekami. Dwie pojedyncze krople spływają po moich policzkach, ale wiem, że to tylko chwila. <br />Mam rację. Krzyk zmienia się w jęk cisnący się siłą na usta i wydostający na zewnątrz. Poruszasz się drażniąco, płytko - denerwująco. <br />&#8211; Mocniej, do cholery &#8211; udaje mi się wycedzić. Przyspiesza. <br />Obserwujesz wszystko. Chłoniesz każde słowo, mierzysz blondyna lekceważącym spojrzeniem. Uśmiechasz się lekko kiedy twoje oczy spotykają moje. Bursztyn kontra akwamaryn. <br />Jedna łza spływa powoli po mojej twarzy i uderza o podłogę. <br />&#8211; Przepraszam &#8211; szepcze cicho, ale kręcę głową. W końcu to nie jego wina. <br />Brąz twoich tęczówek wygrał. <br />Jeszcze ostatni jęk i ciche sapnięcie blondyna nade mną - koniec. Wszystkiego koniec. Opada na mnie i oddycha ciężko, muskając delikatnie moje wargi. Obejmuję go i wtulam się w niego, żałując, że pachnie wanilią, a nie jak ty - migdałami. Wzdycham, ale to się już nie liczy. <br />Zasnął. <br />Wstaję powoli i siadam na krześle naprzeciwko fotela. Podchodzisz do mnie. Czuję palący dotyk na skórze w miejscu, w którym widniał czerwony ślad - na szyi. Opuszkami palców gładzisz ją, a mi wydaje się, że twój dotyk parzy, rani. Boli. <br />&#8211; I jak, dobrze było, prawda? &#8211; szepczesz zachrypniętym głosem, stając za mną. Zjeżdżasz dłonią trochę niżej, na obojczyk. Nie odpowiadam. Ciągniesz swoją wypowiedź dalej. <br />&#8211; Powiem ci szczerze, że nienawidzę kłamców... Podłych, paskudnych kłamców &#8211; syczysz prosto do ucha. <br />&#8211; Ładnie wczoraj grałeś, wiesz? &#8211; zmieniasz nagle temat i całujesz mój kark. Wiem, że masz przymknięte oczy. Odsuwasz się. <br />&#8211; Mówiłeś, że zawsze będziesz mnie kochał... Że to tylko dla mnie to przedstawienie i że jestem najważniejszy. Nawet teraz - szepczesz. &#8211; Nienawidzę kłamców, tak... nienawidzę kłamców... <br />Przymykam powieki, spod których mimo woli wydostają się łzy. Dotyk mimo że parzy - jest zimny. Oddech? Nie czuję twojego oddechu. <br />Budzi się. Podchodzi do mnie i uśmiecha się, siadając mi na kolanach. <br />&#8211; I jak tam? &#8211; pyta beztrosko, przytulając się do mnie. Nie odpowiadam. <br />Widzę, jak wstajesz. Odchodzisz. Zostawiasz mnie, znów. <br />- Nienawidzę kłamców. - Twój głos odbija się echem od ścian, gdy znów go całuję. Nie wiadomo skąd zaczyna płynąć muzyka - łagodne nuty wiolonczeli. No tak. Przecież kiedyś grałeś. Zanim... <br />... zostawiłeś mnie. Uzależniłeś mnie od siebie i zostawiłeś. <br />&#8211; Nie kłamałem &#8211; rzucam szeptem i wpatruję się w drzwi, kątem oka wyłapując jego nic nierozumiejące spojrzenie.]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 17 StyczeĹ</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 17 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.animeyaoi.pun.pl/viewtopic.php?pid=25#p25</link>
<guid isPermaLink="false">25@http://www.animeyaoi.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Tytuł: To takie irytujące... <br />Autor: Jumii <br />Rating: +13 powiedziałabym, więc wstawiam tutaj, bo do +15 raczej się nie zalicza : P <br />Długość: Miniaturka <br />Ostrzeżenia: Schematyczne, ociekające różem, mięciutkie i pluszowe opowiadanie. Jeśli ktoś szuka odkrywczego tekstu pełnego aluzji, metafor, porównań, zakrętów - to nie tutaj: P Opowiadanie było typowym &quot;odstresowywaczem&quot; pisanym tylko i wyłącznie dla funu, jako odprężenie i przerwa w innych. <br />Przewinęło się już przez yaoifan i mojego blożka. <br /><br />4 września 2010 <br /><br />Pełna sala. Jak zwykle. Światła przyciemnione, gwar dobiegający od strony publiczności powoli cichł... aż w końcu nie było słychać nic. <br />Brawa, chwila skupienia i przymknięte oczy. Znów cisza. Wstrzymany oddech, kiedy podnosiłem smyczek... <br />I nagle do auli wpadł ON. <br />Rudowłosy, zdyszany, w zwykłej bluzie i jeansach. Kpił sobie ze mnie. Roześmiał się, kompletnie ignorując fakt, że mierzę go morderczym spojrzeniem, a smyczek nadal mam wzniesiony ku górze. Spojrzał na mnie tymi swoimi niebieskimi ślepiami... <br />A ja już wiedziałem, że nie ma dla mnie ratunku. <br />Ależ nie, nie chodzi tu absolutnie o scenę jak w tanich romansidłach - &quot;spojrzałem mu w oczy i już wiedziałem, to ten jedyny, wymarzony!&quot; - ten szczeniak po prostu już nie dał mi spokoju. <br />Od pierwszej chwili, kiedy zamiast zachować ciszę z jego ust wydobyło się głośne &quot;WOOOW!&quot; i kiedy wbrew wszelkim regułom przepchał się pod scenę i usiadł na schodach z boku. <br />Już wtedy wiedziałem. <br />Zacząłem przedstawienie. Łagodne nuty, płynące powoli przez salę, wprost do uszu publiki, zachwycone spojrzenia, nieliczne szepty. Po chwili o wiele więcej drapieżności w kolejnym utworze. Smutek w następnym. <br />Odbierają wszystko, mogę nimi manipulować wedle swojego widzimisię. <br />Tylko nie ten mały. On sprawiał wrażenie cieszenia się ze wszystkiego. <br />Wkurzający...! <br />Po koncercie jak zawsze - zasłużone gratulacje, komplementy, fala bezgranicznego uwielbienia. Mężczyźni poklepują mnie po ramionach - ubrudzą mój idealny, biały garniak! - a kobiety rozpływają się nad czystą grą. Uczniowie z zazdrością spoglądają z kąta, nieliczni podejdą, pogratulują. <br />I nagle dopadł mnie ten szczeniak. <br />- Ja nie mogę, ale zajefajnie grałeś! - wrzasnął drażniąc moje uszy zbyt dużą ilością decybeli. <br />- Nikt nie nauczył cię jak zachowywać się w takich miejscach? - prychnąłem lekceważąco. <br />- To tylko szkoła muzyczna, co się tak oburzasz? - wzruszył ramionami, a w jego oczach zauważyłem niebezpieczne błyski. <br />- Szkoła muzyczna, nie szkoła muzyczna - koncert jest koncertem i takie zachowanie to brak szacunku dla artysty - oznajmiłem wyniosłym tonem i spojrzałem na niego z góry. Mogłem sobie na to pozwolić, bo sięgał mi zaledwie do brody. <br />- W której jesteś klasie? - spytał nagle ignorując moją wypowiedź. <br />- Trzecia drugiego stopnia, szczeniaku - prychnąłem. Denerwował mnie jak mało kto. <br />- Wyglądasz na szóstą, wiesz? - roześmiał się, co jeszcze bardziej mnie zirytowało. - Ja jestem w pierwszej. Mateusz, miło mi. - Wyciągnął dłoń w moją stronę. Z czystej grzeczności podałem mu ją. <br />- Olek. <br />- A ile masz lat? - spytał przyglądając mi się zaciekawiony. Zdecydowanie za dużo pytań. Zaczynała mnie już boleć głowa. <br />- 19... a zresztą, daj mi spokój! - nie wytrzymałem i znów westchnąłem ciężko. Przy tym małym wzdychanie chyba wejdzie mi w nawyk. <br />- Tylko dwa lata starszy? - zdziwił się. Nie powiem, ja też. Zdecydowanie nie wyglądał na 17-latka. Przydługa grzywka co chwilę opadała mu na oczy. Nie powiedziałem już nic więcej tylko odwróciłem się i poszedłem rozmawiać z kumplem, którego wyhaczyłem przed chwilką, bo przechodził gdzieś obok. Wybawienie! <br />Tak wtedy myślałem... <br /><br />8 września 2010 <br /><br />- Aleksandrze, zostań na chwilę po lekcjach. - Kiwnąłem głową. Historia Muzyki zdecydowanie nie była moim ulubionym przedmiotem, ale działałem w samorządzie uczniowskim, a nauczycielka była jego opiekunem. Naturalnym zjawiskiem było, że często zatrzymywano mnie po skończonych zajęciach. <br />- Co się stało, proszę pani? - spytałem grzecznie i uśmiechnąłem się. Jej oczy przez chwilę zakryła rozmarzona mgiełka - dobrze wiem jakie robię wrażenie! - ale po chwili opamiętała się. <br />- Do naszej szkoły w tym roku przyszedł nowy uczeń. Nie chodzi o pierwszy stopień, tylko o drugi, przeniósł się tu z innej placówki co jak wiesz rzadko się zdarza. Czasem odnalezienie się w nowej szkole jest trudne a tę znasz jak własną kieszeń i na dodatek jesteś przewodniczącym samorządu... w skrócie chcę, żebyś się nim zaopiekował - popatrzyła na mnie niepewnie, a ja pokiwałem głową i znów posłałem jej jeden z ładniejszych firmowych uśmiechów. <br />- Oczywiście, proszę pani. Będzie to dla mnie czysta przyjemność. <br />- Uff... tylko proszę, nie zrażaj się, bo jest to dosyć... oryginalna osobowość - roześmiała się nerwowo. - A może lepiej będzie jak ci go przedstawię? Poczekaj chwilkę. <br />Wyszła z sali, a ja wedle jej życzenia czekałem, zastanawiając się co też za dziwaka przyprowadzi. <br />- To... to jest właśnie ten uczeń. - Weszła do sali i popchnęła chłopca przed siebie. Zamarłem. <br />- ON?! - moje zdziwienie było naprawdę ogromne. Zdenerwowanie też. Szybko jednak się zrehabilitowałem. - To znaczy, bardzo miło mi cię poznać. Mam nadzieję, że polubisz tę szkołę - uśmiechnąłem się. - Na czym grasz? <br />Spojrzał na mnie dziwnie ale na szczęście nie wyjechał z żadnym żenującym tekstem. <br />- Na flecie. <br />- Flet! Cudnie! - zainteresowałem się sztucznie i wyłapałem zachwycone spojrzenie nauczycielki. <br />- Zostawię was samych. Aleksandrze, pokaż mu szkołę. <br />- Oczywiście. - Kiwnąłem głową i pociągnąłem małego za sobą, wychodząc z klasy. <br />- Aleksandrze...? Brzmi jak imię dla psa - syknął a ja palnąłem go w tył głowy. <br />- No super, teraz jeszcze ty zwaliłeś mi się na łeb! - mruknąłem a on spojrzał na mnie urażony. <br />- A przed chwilą to taki milutki był - burknął, ale nie miałem zamiaru przejmować się jego fochami. <br />- Chodź, pokażę ci tą szkołę. Miejmy już to z głowy. - Poddałem się i zwolniłem. <br />Przez najbliższe pół godziny pokazywałem mu klasy, opisywałem nauczycieli, a on co jakiś czas rzucał &quot;dowcipnymi&quot; uwagami, które tylko podsycały moje zdenerwowanie i niechęć do niego. <br />Kiedy w końcu mnie pożegnał i poszedł na swoją lekcję instrumentu nie mogłem się powstrzymać i głośno westchnąłem z ulgą. Obecność tego chłopaka była taka męcząca... <br />Ja nie miałem już lekcji, więc ze spokojem poszedłem do domu. Nareszcie. <br /><br />20 września <br /><br />- Hej, Olek! OLEK! - ktoś szarpał mnie za rękaw, a mi dopiero teraz udało się to zauważyć. Czy ja już kiedyś nie mówiłem, że proszę o NIE PRZESZKADZANIE mi w trakcie czytania? <br />- Czego znowu? - westchnąłem i odłożyłem lekturę obok. Błyszczące, niebieskie oczy wpatrzone we mnie. Znowu... <br />- Co tam ciekawego czytasz? - spytał uśmiechając się. <br />- Nic, co mogło by cię interesować. A teraz proszę cię, nie przeszkadzaj - warknąłem, zapewne niezbyt przyjaźnie, ale nie obchodziło mnie to. Chciałem tylko chwili spokoju, czy to naprawdę tak wiele...? <br />- Nie bądź taki! Dlaczego zawsze jesteś dla mnie wredny? - burknął obrażony i splótł ręce na piersi. Wyglądał jak dziecko, któremu nie kupiono na święta wymarzonej zabawki. Wzniosłem oczy ku niebu. <br />- A ty dlaczego zawsze musisz być taki irytujący? - pokręciłem głową i wstałem z ławki, na której aktualnie miałem zamiar odpocząć. Park we wrześniu może nie jest już tak piękny jak w przecudnym październiku, ale nadal lubiłem tu przebywać. Cicho. Spokojnie. <br />A przynajmniej powinno tak być. <br />Ruszyłem przed siebie, a dzieciak za mną. Włóczył się za moją osobą już od dłuższego czasu, co nie powiem, było denerwujące. <br />Cel? Namierzony! Czas zacząć polowanie! - to widziałem w jego oczach, stojąc na scenie, wtedy kiedy pierwszy raz go zobaczyłem. <br />Same kłopoty z tym małym... <br /><br />2 październik <br /><br />Przez najbliższy miesiąc musiałem się z nim użerać, wyjaśniać wszystkie kwestie związane ze szkołą i jej zwyczajami, a czasami nawet pomagać w lekcjach. <br />Zdecydowanie miałem dość. Dlatego z entuzjazmem przyjąłem propozycję mojego przyjaciela, a mianowicie - wyjście do opery. Tego mi było trzeba. <br />Dochodziła dziewiętnasta. W grafitowym garniturze, jak zwykle elegancki - włosy w kolorze jasnego blondu idealnie ułożone, ale tak, żeby sprawiały wrażenie jakby (dumny) właściciel nie poświęcił zbyt dużo czasu na układanie ich. Stałem przed wejściem do opery. Kilka kosmyków luźno spadających na miodowe oczy. <br />- Cześć, Olek. - Zielonooki brunet podszedł do mnie i uśmiechnął się lekko. <br />- Cześć. - Uśmiechnąłem się do niego. Zdecydowanie tego teraz mi trzeba. Towarzystwa jakiejś NORMALNEJ osoby. <br />- Co jest? Spięty jesteś. Zdenerwowało cię coś? - Stanął za mną, rozmasowując mi bark. Zamruczałem zadowolony. <br />- Wnerwia mnie taki pierwszak... muszę opiekować się szczeniakiem, a nie daje mi spokoju... <br />- Rozumiem. Zapomnij o tym dzisiaj. - Przytulił się do moich pleców. Ma rację. Dzisiaj tylko się odprężę. <br />- Chodźmy - powiedziałem jeszcze tylko i pociągnąłem go za sobą. Weszliśmy spokojnie do budynku. <br />Zajęliśmy miejsca gdzieś z tyłu, ale nie na tyle daleko, żeby nie słyszeć i nie widzieć tego co się działo na scenie. <br />Kiedy opuszczaliśmy to miejsce byłem w zdecydowanie lepszym humorze. Można nawet było określić mój nastrój mianem &quot;dobry.&quot; <br />- Idziemy jeszcze coś zjeść? - spytał Michał, przyglądając mi się pytająco tymi swoimi zielonymi oczyma. Jak mogłem odmówić? <br />- Pewnie. Bardziej drożyzna czy zaszalejemy i pójdziemy na śmieciowe żarcie? - roześmiałem się radośnie. W uszach ciągle miałem głosy artystów co wprowadzało mnie w stan euforii. <br />- Nie wiem jak ty, ale ja mam ochotę zjeść coś niesamowicie niezdrowego - poparł moje myśli. <br />- No to zdecydowane. - Rozejrzałem się w okół i zauważyłem świecący bilbord jakiejś taniej knajpy. Pociągnąłem za sobą Michała i po chwili siedzieliśmy już w dusznym pomieszczeniu, nadal w garniturach, przez co ludzie siedzący w środku patrzyli na nas dziwnie. Ale co nas to obchodzi? <br />Zamówiliśmy po frytkach, okropnie tłustym cheesburgerze i kalorycznej coli. <br />Rozmawialiśmy raczej poważnie, o obejrzanej przed chwilą &quot;Traviacie&quot; i muzycznych aspektach spektaklu. Faktura, agogika, dynamika, melodyka, harmonika... analizowaliśmy wszystko, aż w końcu zmęczeni i najedzeni wyszliśmy. <br />Ku naszemu nieszczęściu niestety zaczęło padać. Michał jak zwykle rozsądnie i zapobiegawczo zabrał parasolkę, ale teraz - problem. Jak tu pod niedużą parasolką zmieścić się we dwójkę...? Parasol był typowo dla jednej osoby. Brunet pociągnął mnie za rękaw i objął jedną ręką, drugą trzymając parasol nad naszymi głowami. Nie wiedzieć czemu - zarumieniłem się. On był zawsze taki bezpośredni i niczym się nie przejmował...! Imponował mi. <br />- Odprowadzę cię i wrócę sobie na spokojnie - wyszeptał a ja kiwnąłem głową. Przytulił mnie jeszcze mocniej. Idąc musieliśmy wyglądać jak para... kilka nastolatek zachichotało na nasz widok, padł nawet komentarz: &quot;Jak słodko!&quot;, przez co nawet ja poczułem się zażenowany. <br />- Co się tak rumienisz Oluś? - spytał nie patrząc na mnie a ja jeszcze bardziej zawstydzony opuściłem głowę. <br />- Wcale się nie rumienię - mruknąłem. - To od zimna. - Wymyśliłem na poczekaniu. Faktycznie, miałem na sobie tylko garnitur a październikowe temperatury nie należą do najwyższych. <br />- O mój Boże - wyszeptałem chwilę potem i mogę przysiąc, że zbladłem. <br />- Co się stało? - spytał raczej średnio zainteresowany Michał. <br />- To ten mały! - pisnąłem i ukryłem twarz wtulając się bardziej w niego. To jednak nie uchroniło mnie przed atakiem ze strony rudzielca. <br />- Cześć Olek! - zapiszczał na mój widok. Zrezygnowany spojrzałem na niego i chciałem odsunąć się od Michała, ale on w zaborczym geście przygarnął mnie do siebie. <br />- Cz...cześć - wydukałem, zdumiony spoglądając na bruneta. Rudego nie raczyłem obdarzyć uwagą przez dłuższą chwilę. <br />- Kto to? - spytał, nie bawiąc się - jak zwykle - w uprzejmości. Jego ton był... raczej nieprzyjazny. <br />- Mój znajomy, Michał - burknąłem, a on podał mu rękę i widziałem to - zmierzył go chłodnym spojrzeniem. Nie wiem czemu, ale nawet mi zrobiło się jakoś... niemiło. <br />- Aha. Znajomy? - powtórzył z akcentem znacząco unosząc brwi. <br />- Tak. ZNAJOMY. Pójdziemy już - syknąłem i szarpnąłem Michała za rękaw. Kiwnął głową. Odeszliśmy. <br />Rzuciłem w jego stronę jeszcze jedno spojrzenie. Stał w miejscu, z opuszczoną głową, moknąc. <br />Co za matoł... jeszcze się przeziębi... <br /><br />3 październik <br /><br />Po szkole, zwyczajowo, szkoła muzyczna. Wszedłem do klasy luźnym krokiem, pogwizdując nawet. Nie było jeszcze nauczyciela. Przyszedłem przed czasem, więc nie było się co dziwić. <br />Nagle drzwi do klasy otworzyły się a ja zobaczyłem stojącego w progu Małego. <br />Zdziwiony uniosłem brwi i popatrzyłem na niego przelotnie. Podszedł do mnie i z hukiem położył dłonie na mojej ławce. <br />- Chcę porozmawiać. TERAZ - syknął z jakąś dziwną zaciętością w głosie i spojrzeniu. Kilka osób zachichotało. <br />Szczeniak... <br />- Ach, rozumiem, musiałeś się zapewne znowu zgubić. - Roześmiałem się. - Chodź, pokażę ci jeszcze raz w której sali masz lekcje. <br />Pokiwał głową, ale widziałem, że jest wściekły. Nieważne. Moja reputacja nie ucierpiała. <br />- Kim był ten facet wczoraj? - zapytał od razu. Jak on mnie wkurzał swoim bezpośrednim zachowaniem, jak on mnie wkurzał...! W dodatku wścibski, zawsze musi wszystko wiedzieć. <br />- Mówiłem ci już, że to mój znajomy - westchnąłem. Czy on musi się we wszystko mieszać? <br />- Nie wyglądaliście jak znajomi! Bardziej... bardziej... wydaje mi się że jesteście parą! - dokończył na jednym oddechu i przymknął oczy. Schowałem dłonie do kieszeni. <br />- Nie obchodzi mnie co ci się wydaje. To mój znajomy. A nawet jesli by tak nie było to nie twoja sprawa. - Kątem oka dostrzegłem zbliżającą się nauczycielkę. - A teraz zmykaj, już wiesz, gdzie masz zajęcia? Jakby coś się działo to pamiętaj, że zawsze ci pomogę! - poczochrałem go po włosach i posłałem jeden z wypracowanego repertuaru sztucznych uśmiechów. <br />- Dogadujecie się, jak widzę. - Podeszła do nas nauczycielka. - To świetnie. <br />Mały nadal stał w miejscu i przyglądał mi się z nienawiścią w oczach. <br />- Coś się stało, Mateusz? - spytała zaniepokojona, ale on tylko pokręcił głową, odwrócił się i odszedł. Widziałem, że drżą mu ramiona. <br />Płakał...? Ale czemu...? <br /><br />10 październik <br /><br />Minął tydzień. Szczeniak najwyraźniej mnie unika. <br />Normalnie nie przejmowałbym się jego fochami, ale obiecałem się nim opiekować i gdyby nauczycielka zobaczyła kiedyś, że płacze (a ja już kilka razy to widziałem) to jej zdanie o mnie mogło by ulec zmianie, a tego nie chciałem. <br />Znalazłem go w szatni. Siedział skulony na ławce, schowany za wieszakami. Mały, bezbronny, cały drżał. <br />Zrobiło mi się go szkoda. Może rzeczywiście byłem trochę...oschły... ale taka moja natura! Nic nie poradzę! <br />Ukucnąłem naprzeciwko niego. <br />- No i czego ryczysz? - westchnąłem i nie wiedzieć czemu położyłem dłoń na jego głowie i poczochrałem go lekko po włosach. Miękkie kosmyki wplotły mi się między palce. <br />Podniósł głowę zaskoczony. Na policzkach miał mokre ślady, niebieskie oczy były matowe, ale teraz rozbłysnęły jakimś dziwnym błyskiem. <br />- Zostaw mnie. - Szarpnął się i ponownie schował buźkę. Dzieciuch! <br />- O co ci chodzi, Mały? - Tym razem postanowiłem się nie bawić. - Nagle nie wiadomo dlaczego i o co się obrażasz. <br />- Nic mi nie jest! - wymruczał niewyraźnie. Chwyciłem mocniej jego włosy i pociągnąłem lekko do góry, tak, żeby spojrzał mi w oczy. <br />- Mów. Nie obchodzą mnie żadne wymówki - powiedziałem z pewnością siebie charakterystyczną dla mojej osoby. <br />- N...no bo...- zaczął się jąkać. No, pięknie. - Ten Michał... <br />- Michał? A co ma Michał z tym wspólnego? - Teraz co mnie zdziwił. Co ma Michał do... <br />- Wy jesteście parą? - zapytał i spojrzał na mnie tym samym wzrokiem co wtedy. <br />- Idiota. Jasne że nie jesteśmy. - odburknąłem, a jego cała twarz nagle pojaśniała. <br />- Serio? - upewnił się jeszcze. <br />- Serio. Przecież mówiłem ci to już jakieś cztery razy! - jęknąłem i zakryłem sobie oczy dłonią. Nadal nic nie rozumiałem. - Nie powiedziałeś dlaczego ryczałeś. <br />- To... to już nic! - roześmiał się i przetarł oczy wierzchem dłoni. Wstałem. <br />- Wiesz, to co mówiłem przy nauczycielce to prawda. Jeżeli coś się będzie działo to... powiedz. - Nagle złapał mnie kaszel. Musiałem się gdzieś przeziębić... <br />Poczułem jak wtula się we mnie i chowa nos w zagłębieniu mojej szyi. <br />- Ej, Mały, to łaskocze. - mimowolnie się roześmiałem. Choć raz nic nie powiedział. Moje dłonie znalazły sobie miejsce na jego plecach. Taki drobny, mimo tego, że ma już 17 lat... <br /><br />3 listopada <br /><br />Rudy ma dzisiaj pierwszy koncert w tej szkole. Oczywiście, zgodziłem się przyjść i przede wszystkim - sam byłem ciekawy jego umiejętności. Nie wiedziałem czemu, ale jego obecność już nie irytowała mnie tak jak kiedyś, a zacząłem dostrzegać, że lubię słuchać tej jego paplaniny. Miał wyjątkowo przyjemny głos. I zabawnie się oburzał, kiedy roztrzepywałem mu włosy. I jeszcze... <br />- O, Olek! - usłyszałem zachrypnięty głos gdzieś za moimi plecami. Odwróciłem się i nieprzytomnym spojrzeniem obdarzyłem stojącego za mną Michała. <br />- A coś ty taki nieobecny? - zdziwił się. - Idziesz na koncert? <br />Kiwnąłem głową. Złapał mnie za nadgarstek. <br />- No to super, bo ja też. Zajmuję sobie miejsce obok ciebie! <br />- Jasne - uśmiechnąłem się, nadal nie do końca rozumiejąc co się do mnie mówi. <br />Kilka wykonań innych osób z jego klasy i w końcu się doczekałem... stanął na scenie, wyraźnie stremowany i szukał kogoś wzrokiem wśród publiczności. Jego spojrzenie zatrzymało się na mnie. Kiwnąłem głową i uśmiechnąłem się do niego. <br />- Zaczynaj - powiedziałem bezgłośnie a jego oczy znów zalśniły. <br />Popłynęły pierwsze nuty. Uderzyło mnie jak czysto i dobrze gra... było naprawdę nieźle. Wsłuchałem się w utwór, już całkiem tracąc kontakt z rzeczywistością. Cały czas patrzył mi w oczy, dopiero pod koniec przymknął je. Nawet się nie zorientowałem, kiedy skończył... <br />Rozległy się brawa. Nie mogłem się ruszyć. Zszedł już ze sceny a ja nadal patrzyłem w to samo miejsce... zahipnotyzował mnie. <br />Utworem? Wykonaniem? Spojrzeniem...? <br />Nie mogłem się już skupić na pozostałych wykonawcach. W głowie brzmiały mi ciągle delikatne, odległe i tajemnicze dźwięki fletu... <br />Szatnia była już pusta a ja nadal siedziałem w niej jak jakiś debil, z opuszczoną głową, z oczami zasłoniętymi za grzywką. Mało kiedy zdarzało się, żeby czyjaś gra do tego stopnia mnie zachwyciła. W zasadzie nawet mistrzowskie wykonania utworów fortepianowych Michała nie poruszały mnie do tego stopnia...a przecież nie grał aż tak zachwycająco. <br />Niebieskie tęczówki wpatrzone w moje, wydawało mi się, że gra tylko dla mnie... <br />- Głupek z ciebie i tyle - powiedziałem cicho do siebie. Chwila, chyba nie byłem już tu sam... Podniosłem wzrok. <br />- Michał? - spytałem zawiedziony. No tak. A kogo innego miałem się spodziewać? Wszyscy już wyszli. Kilka pojedynczych kurtek na wieszakach obok. <br />- Co tu jeszcze robisz? - zapytał i usiadł obok mnie. Popatrzył na mnie przyjaźnie. <br />- Siedzę... - odpowiedziałem inteligentnie. Przewrócił oczami. <br />- To widzę. Ładnie dzisiaj grali, prawda? Zwłaszcza ten na flecie... - zaczął obojętnym tonem a mnie coś ścisnęło w środku. <br />- Grał świetnie. <br />Uśmiechnął się tylko. <br />- Drżysz. Zimno ci? - spytał z troską a ja kiwnąłem głową. Zdjął marynarkę i zarzucił mi ją na ramiona po czym przytulił mnie do siebie. Poczułem się nieswojo. - Zaraz będzie cieplej... - wyszeptał mi do ucha jakimś dziwnym głosem odwróciłem głowę i zauważyłem że pochyla się w moją stronę... popchnął mnie tak, że obiłem się plecami o zimne drewno. Jedną ręką unieruchomił moje obie dłonie nad głową. <br />- Michał, co ty robisz? - mój głos zadrżał nerwowo. - Puść mnie! <br />- Cii... - szepnął i pocałował mnie. Brutalnie, mocno. Przez chwilę nie mogłem się ruszyć i nieświadomie uchyliłem usta w szoku z czego z chęcią skorzystał. Usiadł na moich udach i wsunął zimną dłoń pod koszulkę, muskając mój brzuch. Nie mogłem się ruszyć, byłem jak sparaliżowany... Drzwi zaskrzypiały. <br />Niebieskie tęczówki patrzyły na mnie z szokiem i jakimś nieopisanym żalem. Z oczu popłynęły mi łzy. <br />- Mały, przeszkadzasz... - warknął na niego Michał, a ja w końcu odzyskałem zdolność poruszania się. Zacząłem się szarpać. Chłopak już wyszedł, a mi w końcu udało się zrzucić go z siebie. <br />Złapałem w pośpiechu torbę i futerał ze skrzypcami i wybiegłem stamtąd. Nawet nie wiedziałem gdzie biegnę. Byle dalej... <br />Zatrzymałem się dopiero w parku, który był dosyć daleko od szkoły. Tylko Rudy wiedział, że tu przychodzę, nikt więcej... usiadłem na ławce i ukryłem twarz w dłoniach nie przejmując się strugami deszczu. <br />Tak upokorzony przez najlepszego przyjaciela... <br /><br />15 listopada <br /><br />Jakoś się poskładałem. Michał mnie przeprosił, ale przykro mi bardzo - zerwałem przyjaźń. Ktoś taki jak on... zranił mnie. Ufałem mu. <br />Od czasu koncertu nie rozmawiałem też z Mateuszem. Nigdy nie mogłem go złapać. Chciałem to wyjaśnić, jakoś się wybielić w jego oczach, pogratulować mu gry... <br />Na każdym kroku brakowało mi jego głosu, melodyjnego śmiechu. Chodziłem rozkojarzony, z głową w chmurach. Czasem słyszałem jak ćwiczy w klasie, zamkniętej na klucz, ale nigdy nie odważyłem się zapukać. Siadałem pod drzwiami i wsłuchiwałem się w melodie tłumione przez drewno, ale nadal tak samo tajemnicze i hipnotyzujące. <br />Brakowało mi jego irytującej, wścibskiej, bezpośredniej osoby, po prostu...! <br />Dzisiaj znowu ćwiczył. Położyłem dłoń na klamce i zawahałem się przez chwilę. W zasadzie tylko pierwszy raz sprawdzałem, czy drzwi są zamknięte... <br />Nacisnąłem klamkę. O Boże, otworzyły się... <br />Stał na środku klasy i grał. Nawet nie zauważył mojej obecności. Oparłem się o framugę drzwi i przymknąłem oczy. <br />... <br />Cholera. Znów nie zauważyłem, kiedy skończył. Gdy ponownie otworzyłem oczy przyglądał mi się obojętnie, ale nic nie mówił. Czekał na mój pierwszy ruch. <br />- Jak leci? - Głupiej już chyba nie mogłem zacząć. No cóż, poszło w eter. <br />Parsknął lekceważąco i odwrócił się ode mnie plecami. <br />- Mały, powiesz mi dlaczego znowu się na mnie obraziłeś? Bo czegoś tu nie rozumiem - mruknąłem niepewnie. Miałem pewne przypuszczenia, ale to było... raczej niemożliwe. <br />- Jeszcze się pytasz? - uniósł brwi. - A niby taki mądry... - znów ten lekceważący ton. Nie zamierzałem dłużej tego znosić. <br />- A może nie jestem aż tak mądry na jakiego się kreuję, co? - wysyczałem wściekle i w trzy sekundy znalazłem się przy nim stałem naprzeciwko a on odłożył instrument na bok i spojrzał na mnie wkurzony. <br />- Może rzeczywiście. Przypomnij sobie trzeci listopada, godzinę 21. Mówi ci to coś? - spytał, a w jego oczach znów zalśniły iskierki żalu. <br />- A może mi powiesz dlaczego aż tak bardzo cię boli moje życie prywatne? - wycedziłem. Naprawdę nie miałem ochoty na przypominanie sobie tej chwili. <br />- Ty jesteś najzwyczajniej w świecie tępy - westchnął. Przypominał mi trochę mnie sprzed kilkunastu dni. - Ale luz. Rozumiem. Ktoś musi być mądrzejszy. Skoro tak bardzo chcesz wiedzieć, to proszę... <br />Nagle, nie wiadomo kiedy jego ręce znalazły się na moim karku, a ja zostałem przyciągnięty do pocałunku. Była w nim jakaś stanowczość, a jednocześnie cała delikatność jaką miała w sobie jego osoba... Automatycznie objąłem go w talii i przyciągnąłem do siebie bliżej, oddając pocałunek. <br />Takiej chwili nie można nie wykorzystać. <br />Odsunął się ode mnie. <br />- Teraz już rozumiesz czy może wytłumaczyć ci to jeszcze dokładniej? - spytał przekrzywiając głowę. Chyba nadal miał do mnie o coś żal... <br />Westchnąłem i poczochrałem go po rudej czuprynie. <br />- Wiesz, Mały, tamto w szatni... Gdybyś wtedy nie przyszedł to pewnie on by mnie zgwałcił - wypowiedziałem to na głos. Zabolało. Widziałem, jak zamarł. <br />- J...jak to? To... - nagle stracił całą pewność siebie. <br />- Siedziałem wtedy w szatni bo czekałem aż ty przyjdziesz. Chciałem ci pogratulować - westchnąłem zrezygnowany. - Ale ktoś najwyraźniej postanowił wykorzystać fakt, że byłem wtedy trochę nieprzytomny. Zgadnijmy, czyja to była wina że nie mogłem się na niczym skupić, myślałem chaotycznie i nie mogłem poskładać myśli? Hm... - udałem że się zastanawiam. <br />- Michała? - zapytał nieśmiało, a ja straciłem resztki nadziei dotyczące jego inteligencji. Przyciągnąłem go do siebie i chwyciłem za brodę zmuszając, żeby spojrzał mi w oczy. <br />- Twoja, głupku - wyszeptałem. A potem nie byłem już zdolny do wypowiedzenia żadnego słowa, bo całowałem go z całym uczuciem, jakim go darzyłem. <br />Tak, ten irytujący, bezpośredni, głupi dzieciak... <br />- Kocham cię - szepnąłem i przytuliłem go do siebie. Chcę po prostu słuchać tego głosu, gadania o niczym, śmiechu... <br />Nie puszczę go. <br />Nigdy więcej. <br />- Wiesz, konkretnie to chodziło mi o to, że nie powiedziałeś nic na temat mojego występu ale za to miałeś czas na obściskiwanie się w szatni... - usłyszałem jego głos i miałem ochotę strzelić sobie w łeb. - No dobra, dobra, żartuję - wyszeptał i wtulił się we mnie mocniej. <br />Żart na jego poziomie - zaironizowałem w myślach. <br />- Ja też, Olek, ja też... - szepnął jeszcze cicho. <br />I jak tu nie kochać tego Małego? <br /><br />*Kilka informacji odnośnie szkoły muzycznej: <br />Pierwszy stopień trwa 4 lub 6 lat, drugi następuje po tym cyklu i trwa kolejne 6. Posiada zwykły samorząd uczniowski, który zależnie od szkoły składa się zwykle z przewodniczącego, zastępcy i skarbnika, ew. jeszcze członka samorządu. W klasach jest podobnie, przedmioty takie jak np. Historia Muzyki odbywają się w klasach, a lekcje instrumentu - indywidualnie. W zależności od podziału klas (Jeżeli szkoła jest mała to wystarczy tylko na rok, czyli klasa 1 drugiego stopnia, 2, itp.) odbywają się lekcje w poszczególnych i czasem klasowe koncerty. <br />Szatnia jest raczej zamknięta, zwykłe wieszaki, kilka ławek, wygląda po prostu jak duży pokój - a przynajmniej tak miało być w opowiadaniu. <br />W każdym razie, pisałam to na podstawie swojej szkoły: P]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 17 StyczeĹ</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 17 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title>Gra bez zasad</title>
<link>http://www.animeyaoi.pun.pl/viewtopic.php?pid=24#p24</link>
<guid isPermaLink="false">24@http://www.animeyaoi.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Również na pojedynek na swiatyaoi.feen.pl ; P <br /><br />Parring: Raito/L<br />Beta: Brak<br />Raiting: +13<br />Ostrzeżenia: Brak.<br />Długość: Miniaturka.<br /><br /><br />Teraźniejszość <br /><br />Z chwilą, w której podniosłem notatnik zmieniło się wszystko. <br />Dotknąłem czarnej okładki, gładziłem wypukłe litery, chłonąłem każde zdanie zapisane na odwrocie. <br />Nie umiem opisać tego uczucia, kiedy wpisałem pierwsze imię do notatnika - strach wymieszany z satysfakcją, istna wybuchowa mieszanka odczuć. <br />A jednak... to było nic, w porównaniu z tym, co poczułem, gdy spotkałem ciebie. <br />Bezdenna czerń twoich tęczówek napotkała mój brąz. Zgubiłem się w twoich oczach. Nie mogłem się odnaleźć - nie wiedziałem gdzie jest góra, gdzie dół, gdzie lewo, a gdzie prawo. To była taka... żałosna bezsilność. Kiedy nie mogłem się ruszyć, czując, jak twoje spojrzenie wbija mi się w serce i sprawia, że uczucia karminowymi strużkami wpływają do moich oczu, ukazując je tobie. Prawie tak, jakbym stał przed tobą całkowicie obnażony. Paskudna bezsilność. Denerwująca. A jednak... uzależniająca. <br />Od początku byłeś inny. Przyciągałeś mnie do siebie całą swoją postawą, odmiennością, a później również, kiedy napisaliśmy egzaminy - inteligencją. Kiedy okazało się, że ty to L... Mogłem być bliżej ciebie. To był plus. Dodatkowo moje zaintrygowanie twoją osobą jeszcze bardziej wzrosło - stałeś się moją obsesją. <br />?Czułem, że nie mogę z tobą przegrać. W żadnej dziedzinie. Nie mogłem ci ulec, bo byłby to dla mnie koniec - wiedziałem, że przebywając z tobą igram z ogniem, stoję na krawędzi chwiejąc się. W każdej chwili mogłem się potknąć i wpaść do tej przepaści, jaką były twoje tęczówki. A jednak coś sprawiało, że nie mogłem się powstrzymać przed patrzeniem w nie. Tak silnego pragnienia jeszcze nie czułem. Mógłbym spędzić wieczność mając tylko twoje oczy - i byłbym dzięki temu... szczęśliwy. <br />A jednak. <br />Rywalizowaliśmy. <br />Uwielbiałem chwile, które ze sobą spędzaliśmy. I choć obaj wiedzieliśmy, do czego dążymy - nie poddawaliśmy się. To była niebezpieczna gra, w której ty miałeś przewagę. Ja już oszalałem na punkcie obsesyjnej czerni. <br />Tego dnia... zrozumiałem jedno. <br /><br />Tydzień wcześniej. <br /><br />- Spójrz, Light-kun! Pierwszy śnieg! - Uśmiecha się łagodnie, podnosząc głowę do góry i patrząc w niebo. Białe płatki opadają na jego smoliste włosy, zgrywając się z bladą cerą. Bije od niego spokój, choć doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co ma niedługo nastąpić. Jego ręka jest ciepła, mimo tego, że ma na sobie tylko kremową, cienką bluzę. Delikatne, złote światło latarni okala miękko jego sylwetkę. Onyksowe tęczówki wbiły się w moją sylwetkę, przebijając ją i naznaczając moje serce. Patrzy jeszcze przez chwilę na mnie - taka ufność! Odwraca wzrok, nie mówiąc nic i ponownie spoglądając na niebo. Kilka pojedynczych śnieżynek zatrzymuje się na jego twarzy i po chwili rozpuszcza, zostawiając tylko zimne kropelki. Wyglądają jak łzy. <br />- Drżysz - zauważam trafnie. Zdejmuję z siebie czarny płaszcz i zarzucam mu go na ramiona. Sam mam na sobie gruby sweter, ochraniający mnie przed zimnem. Przytulam go i czekam, aż jego ciałem przestaną wstrząsać lekkie drgawki. Podnosi głowę i zagląda mi w oczy. <br />- Dziękuję - westchnięcie ucieka z jego ust. Puszczam go i znów chwytam jego dłoń. <br />,,W trzymaniu się za ręce najpiękniejsze jest to, że po chwili zapominasz, która ręka jest Twoja. Zapominasz, że są dwie, nie jedna.&quot;* <br />Patrzę na niego, nie mogę się powstrzymać - patrzę na te kruczoczarne włosy, ciemne tęczówki, podkrążone oczy, lekko przygarbioną sylwetkę i myślę, że naprawdę go kocham. <br />Nie chcę go puszczać. Jeszcze nie teraz. <br />I tak nie zdążę się nim nacieszyć. <br /><br /><br />*** <br /><br />Wróciliśmy do jego pokoju. Gramy w szachy. Nie wiem dlaczego, ale połączenie czerni i bieli już na zawsze zapadło mi w pamięć jako ON - może ze względu na białą bluzę kontrastującą z tymi pięknymi, onyksowymi tęczówkami i włosami? A może dlatego, że to były ostatnie chwile, które spędziliśmy razem? <br />Przed rozpoczęciem partii wstał i przyniósł z kuchni wielką miskę z truskawkami, obok stawiając mniejszą, z bitą śmietaną. Nie mogłem oderwać wzroku od jego dłoni, kiedy podnosił owoc i zatapiał go w słodkiej substancji, by po chwili podnieść go do ust. Uśmiechał się do mnie łagodnie, ufnie. <br />Przesuwaliśmy pionkami po szachownicy, jednak najtrudniejszym było odeprzeć spojrzenie drugiego. Nawet Ryuzaki wyglądał, jakby sprawiało mu to ból. Raniłem go swoim spojrzeniem, ale był to miecz obusieczny - coraz trudniej było mi zachować stałą temperaturę wzroku, to jest nieprzenikniony chłód. Żaden z nas nie przegrał, żaden nie wygrał. Ani na polu szachowym, ani w prawdziwym życiu. <br />Podświadomie na pewno czułeś, że to ja jestem Kirą. Nie ukazywałeś tego, nie chciałeś potwierdzenia swoich domysłów... <br />... kochałeś mnie za bardzo, żeby dopuścić do siebie tę myśl. <br />Mogłeś mieć dowody mojej winy na pstryknięcie palcami. Jesteś zbyt inteligentny na zabawę w kotka i myszkę. <br />- Czerwień - mówisz, przyglądając mi się uważnie. Nie rozumiem. <br />- O co chodzi? - pytam, siląc się na uśmiech. <br />- Twoje oczy. Przesiąknięte krwią. - Dostrzegam w jego tęczówkach spokój, odnajduję swój kawałek nieba - jeszcze przez chwilę. <br />- Twoje są błękitne. Czyste. - Uśmiecham się do niego - tym razem szczerze. Widzę, jak do jego oczu nieśmiało puka radość, by po chwili wejść i rozpanoszyć się na dobre. <br />- Pierwszy raz widzę twój uśmiech. <br />- Nie żartuj sobie, Ryuzaki. Widziałeś go już wiele razy. - Mój śmiech rozbrzmiewa w pomieszczeniu. Jeżeli obaj wiemy, że to nasze ostatnie spotkanie, to jednocześnie obaj chcemy, żeby było ono beztroskie i spokojne. <br />- Nie, Raito. Tamto to był tylko grymas. To jest twój uśmiech... przecudowny. Czy to taki uśmiech mają bogowie? <br />Opuszczam głowę i uśmiecham się nadal, z nutką ironii. <br />- Szach mat, Lawliet - szepczę. Przymykasz oczy i przekrzywiasz zabawnie głowę. <br />- Ty też uległeś. <br />Teraz to ja zamykam oczy. Czuję, że wstajesz. Słyszę twoje kroki, które mimo, że ciche - nadal są słyszalne. Całujesz mnie, ale jest to tak delikatne i ulotne, że odczuwam ten moment jak muśnięcie skrzydeł motyla na wargach. <br />Otwieram powoli oczy. Dzielą nas zaledwie milimetry. Oddychamy tym samym powietrzem, czuję na ustach smak truskawek. <br />- To pożegnanie? - pytam i obdarzam go jeszcze jednym szczerym uśmiechem. Jest szczęśliwy. Widać to. <br />- Nie. To jest pożegnanie. - Prawie nie słyszę jego głosu, ale już nie muszę słyszeć niczego. Pochyla się i tym razem dba o to, żebym doskonale poczuł słodko-gorzki smak tego pocałunku. <br />Pełen namiętności taniec, od którego robi mi się gorąco i wiruje w głowie. Smak bitej śmietany i owoców miesza się ze sobą, dochodzi do tego jeszcze język największego wroga zostawiający gorzkawy posmak na podniebieniu.- Wiesz, że nienawidzę przegrywać... - Oddycha ciężko, kiedy wreszcie odrywa się ode mnie. Z moich ust ucieka zawiedziony jęk - dowód mojej słabości. <br />- Ja nienawidzę tego w takim samym stopniu. <br />- Czy zakończenie tego pojedynku remisem... będzie w porządku? - pyta z delikatnym uśmiechem na morelowych wargach. Chcę jeszcze raz poczuć smak truskawek. <br />- Kira nie uznaje remisów, L... - zaciskam dłonie na smolistych włosach, próbując uspokoić oddech. <br />- Czy chcesz tego, czy nie, Raito - szepcze wprost do mojego ucha - uległeś mi. <br />- Ale to ty się poddałeś - opieram się czołem o jego. <br />- W miłości ten, kto się podda, tak naprawdę wygrywa. - składa ostatni pocałunek na moich ustach i odchodzi. Staje obok stolika i wyciąga jedną truskawkę z miski, by po chwili nadgryźć ją. <br />Na szachownicy stoi przewrócony król w eskorcie nadal trzymającej się większości pionków na polu białym. <br />Na polu czarnym stoi dumnie król, podczas gdy pionki leżą porozrzucane dookoła. Przegrane. <br />- Ryuzaki, zasady tej gry są jasne. Kiedy następuje 'szach mat' i król zostaje zbity - przegrywasz - dopowiadam jeszcze i pochylam głowę z nikłym uśmiechem. <br />- Czy miłość nie rządzi się własnymi zasadami, Raito? - Nie odwraca się nawet wychodzi. <br />Ciągle czuję ten smak, w głowie mam obraz przyćpanego życiem i miłością człowieka. Miłość to paskudne uczucie. Pozbawiła go wszystkiego. Sprawnego umysłu, rozsądku i na końcu... <br />... życia. <br /><br />Teraźniejszość. <br /><br />Cały świat tonie dzisiaj w czerwieni wymieszanej z pomarańczą. Przy jego grobie stoi tylko nasza grupa - żadnej rodziny, przyjaciół, znajomych. Nie mogę opanować drżenia dłoni. Chowam oczy przepełnione bólem za grzywką, kiedy wszyscy odchodzą. Ja zostaję. <br />- Więc L w końcu przegrał... - Ryuuk patrzy na mnie z wahaniem. Uśmiecham się. <br />- Wygrał. - Patrzy na mnie zdumiony. <br />- Co... o czym teraz mówisz, Raito? <br />- Pozostawił po sobie pustkę. W gruncie rzeczy mi pomógł. Teraz już nikt mnie nie powstrzymuje, nie mam serca. Zabrał je ze sobą. Niczyje oczy nie robią mi wyrzutów sumienia, a ja mogę stać się... <br />... bogiem nowego świata. <br />- Dziękuję - szepczę jeszcze i odchodzę. Za mną leci zdziwiony shinigami, ale nie odzywa się. <br />Rdzawy liść opadł na wodę w fontannie. Błękit i czerwień. Przecudowne połączenie kolorów, wzajemne dopełnienie, kontrast i jednoczesne zgranie. <br />Czyż miłość to nie jedna z najbardziej ryzykownych, niebezpiecznych i trudnych gier? Gra bez zasad. W każdej chwili może zmienić się wszystko. I nawet, jeżeli król pozostaje zbity, nie oznacza to przegranej. <br />Obaj tak nienawidzimy przegrywać. A jednak... wygrałeś. Pozbawiłeś mnie namiastki euforycznego szczęścia, której doznawałem tylko, gdy wygrywałem, i tylko... gdy mogłem zaglądać w twoje tęczówki. <br />Miłość to paskudne uczucie. Pozbawiła mnie wszystkiego. Sprawnego umysłu, rozsądku i na końcu... <br />... życia.** <br />- Ryuuk, to już tylko kilka dni, prawda? - pytam, ale ten tylko wzrusza ramionami. Nie może mi powiedzieć. Słusznie. <br />Niedługo się spotkamy, Lawliet. <br /><br />* Cytat Jonathana Carrolla z książki ,,Dziecko na niebie&quot; <br />**Celowe powtórzenie z fragmentu sprzed chwili.]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 17 StyczeĹ</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 17 StyczeĹ</comments>
</item>
<item>
<title></title>
<link>http://www.animeyaoi.pun.pl/viewtopic.php?pid=23#p23</link>
<guid isPermaLink="false">23@http://www.animeyaoi.pun.pl</guid>
<description><![CDATA[Pierwszy tekst na forum, yea! xD <br />Pisane na pojedynek na swiatyaoi.feen.pl <br /><br />Parring: Kakashi/OCM<br />Beta: Malin *chyba...*<br />Raiting: +18<br />Ostrzeżenia: brak.<br />Długość: Miniaturka.<br /><br /><br />- Raz, dwa, pięć, siedem! - Jak zwykle na całe gardło ryknął Ryu, ignorując fakt, że przed sobą ma mikrofon i doskonale go słychać.Uderzał przy tym w perkusję z taką siłą, jakby mu biedaczka rodziców zabiła albo flaszkę ukradła. Pokręciłem głową zrezygnowany i kiwnąłem na basistę, Josuke. Po chwili dołączył do nich jeszcze Eizo... a za nim ja. <br />Oczywiście musiał mnie zagłuszyć pisk damskiej części widowni. A-jakże-by-inaczej. Oprócz tego zostałem zasypany lawiną miśków, kwiatów i stringów... Ja na pewno nie będę tego nosił! <br />- Kakashi, do cholery, śpiewaj wreszcie! - Syknął na mnie Josuke, przysuwając się. <br />Publiczność zaczęła klaskać w jednym rytmie. Uśmiechnąłem się i nie męcząc ich już dłużej - rozpocząłem właściwą część występu...<br />- Włącz mikrofon, pierdoło! <br />Ups. <br />- Przepraszam, mieliśmy małe problemy techniczne - roześmiałem się, udając zakłopotanie i ponownie kiwnąłem w stronę reszty zespołu.Spokojnie można powiedzieć, że instrumenty ryknęły, na dodatek wszystkie na raz. Sam do końca nie wiem, jak ci stojący przy głośnikach to wytrzymują. <br />Pierwsza piosenka. Druga. Ósma. Dziesiąta. <br />Mamy jedenastą, więc czas na nasz sprytny ,,myk&quot; - czyli bierzemy kogoś z publiczności, wkręcamy na scenę, później ta osoba mdleje w moich ramionach... Tuż pod sceną zauważyłem jakiegoś chłopaka. Na oko z szesnaście, może siedemnaście lat. <br />Zdecydowanie ładny. Niebieskie oczy, blond włosy, może trochę banalnie, ale był jak najbardziej w moim typie. Nadal trzymając w dłoni mikrofon zszedłem ze sceny - omal nie zostałem przy okazji rozszarpany - i pociągnąłem go za rękę ze sobą. <br />- Jak się nazywasz? - Objąłem go ramieniem w pasie, a on popatrzył na mnie z mieszanką przestrachu i zachwytu. Uśmiechnąłem się do niego. - Nie zjem cię! <br />- Shinji. - Głos mu drżał. Jej, czy ja wyglądam aż tak strasznie...? Wujek Kakashi nie gryzie! - Zaśpiewasz sobie ze mną, okej? - podstawiłem mu mikrofon pod nos, nie czekając nawet na odpowiedź. Kiwnął jednak głową . <br />- Co śpiewamy? - rzucił w moją stronę już pewniejszym tonem. Coraz bardziej mi się podobał, szczególnie, że bezczelnie zabrał mi mikrofon z ręki. Miła odmiana po tych wszystkich dukających, rozhisteryzowanych dzieciakach. <br />- A co znasz? <br />- Wszystko. <br />Wow. Chyba mam jakieś nadajniki w umyśle, które wyłapują moich wiernych fanów z tłumu. Tym lepiej. <br />- Daję ci wolną rękę. - Wspiął się na palcach i wyszeptał mi do ucha tytuł. Popatrzyłem na niego zdziwiony, jednocześnie pokazując na palcach trójkę reszcie zespołu. Byli nie mniej zaskoczeni niż ja... <br />Zaczęliśmy grać. Powolna melodia, która brzmiała trochę psychodelicznie i smutno. Młody zaczął śpiewać, a mnie zamurowało - Josuke nawet pomylił się w najprostszej części taktu. Miał... świetny głos. Rewelacyjny. Wśród publiczności zapadła cisza. <br />Tak, tę piosenkę niewielu kojarzyło. Pozostawała ona w cieniu, napisana została głównie przez chorobę naszego starego gitarzysty. Chociaż wyzdrowiał, to jednak nie wrócił do zespołu. Zastąpił go Eizo. Pełno w niej wylewnych emocji, które uderzają w odbiorcę z taką siłą, że to może boleć. <br />Co za gość. Nie dość że ma świetny głos, to jeszcze zauważyłem, że niektórzy ludzie zaczęli płakać. Odsunąłem się od mikrofonu, patrząc na niego z zaciekawieniem. Gdyby tak odrobinę podkręcić jego wygląd, hm... Z tremą nie ma kłopotów. Strona muzyczna - żadnych zastrzeżeń. <br />Patrzyłem na niego dobrą chwilę. Lekko się kołysał, powieki miał przymknięte, nawet nie zauważył, że odszedłem gdzieś w cień. <br />Kiedy skończył, zapadła cisza. Całkowita. Nikt się nawet nie poruszył. Chłopak dopiero teraz otrząsnął się z transu i popatrzył na mnie dużymi, niebieskimi oczami. <br />- Jak masz na nazwisko? - Szepczę do niego cicho. <br />- Konoe. Konoe Shinji. <br />- Wielkie brawa dla Shinjiego Konoe! - Krzyknąłem. Dopiero teraz publika zaczęła klaskać, piszczeć, krzyczeć i mdleć. Ruszył w stronę schodów, ale zatrzymałem go uchwytem dłoni na nadgarstku. <br />- Idź za kulisy, chcę z tobą pogadać po koncercie - syknąłem. Skinął głową i odszedł z rumieńcami na twarzy. Wyglądał w tym momencie niepewnie, jakby wstydził się tego jak zaśpiewał - no na pewno miał czego! <br />- Następna piosenka, to... <br /><br /><br />Skończyliśmy, nareszcie. Przetarłem czoło ręcznikiem i usiadłem zmęczony na głośniku, olewając krzyczącego na mnie Eizo. <br />- A gdzie ten cały Shinji? - Przypomniałem sobie nagle o chłopaku. Rozejrzałem się. Stał gdzieś w kącie. Wstałem z miną męczennika i podszedłem do niego. <br />- Masz świetny głos. - Speszył się. Widocznie ten gość na scenie jest bogiem, a poza nią - nieśmiałym dzieciakiem. W ciągu ośmiu lat kariery spotykałem się już z różnymi charakterami, więc to nie była dla mnie nowość. Co nie zmienia faktu, że nie pozwolę zmarnować się takiemu talentowi... I takiej buźce. <br />I jeszcze kilku innym, ciekawym częściom ciała. <br />Zauważyłem, że w ręku trzyma notes, więc bez żadnych skrupułów odebrałem mu go i na stronie tytułowej zapisałem swój prywatny numer komórki. <br />- Odezwij się. Masz talent, więc go nie marnuj. Ja z chęcią ci pomogę. <br />Kiwnął głową i roztrzęsiony odszedł w swoją stronę. <br />No, to teraz jestem bardzo ciekaw czy zadzwoni. <br /><br />*** <br /><br />O dziwo - zadzwonił! I to na drugi dzień! Umówiliśmy się na kawę. Nieduża kawiarnia, ale nawet gdybyśmy wybrali się do centrum to i tak nikt by mnie nie poznał - a to za sprawą maski, którą noszę na co dzień. To samo z opaską, zasłaniającą jedno, czerwone oko. <br />Skutki wypadku samochodowego sprzed kilku lat. O dziwo, to oko stało się moim atutem - na scenie byłem rozpoznawany głównie dzięki niemu, nadano mi nawet przez fanów pseudo ,,Sharingan&quot;, które miało rzekomo jakieś połączenie z okiem. Jakie? Nie mam najmniejszego pojęcia. Ale nie mnie to rozstrzygać. Brzmiało ładnie, fani i tak nie przerzucili się na nic innego, więc zostało jak zostało. <br />Miałem być na miejscu za dwie godziny. Zwlekłem się z łóżka - zwykle po koncertach śpię minimum do jedenastej! - i poszedłem szukać ciuchów. W rezultacie przez pół godziny chodziłem po pokoju bez celu. W końcu znalazłem je w salonie - oczywiście wcześniej nie wpadłem na pomysł, że mogą być w szafie. <br />Poszedłem do łazienki, umyłem się, ubrałem, ogarnąłem, założyłem maskę, opaskę, co tam jeszcze musiałem założyć i łapiąc za torbę, w końcu wyszedłem. <br /><br />Siedział już potulnie w środku, rozglądając się na boki z nutą niepewności. Uśmiechnąłem się i podszedłem do niego. <br />- Yo! - rzuciłem radosnym tonem. Podniósł głowę. <br />- A pan to...? <br />- Kakashi - westchnąłem. No tak. Bardzo bym się zdziwił, gdyby mnie rozpoznał. Zamówił sobie kawę, ja - nic. Nie mogłem zdjąć maski, z tego powodu nigdy nie jadałem na mieście. A szkoda. Ostatnio całkiem fajną knajpę otworzyli za rogiem i... <br />- Kakashi...? Kakashi? - otrząsnąłem się. <br />- Przepraszam, mówiłeś coś? - mruknąłem obojętnym tonem. <br />- Nic nie zamawiasz? <br />- Nie. Maska - mruknąłem. Znowu się zarumienił i wbił spojrzenie w stolik. - Dobra... Powiedz mi na początku, ile masz lat? <br />- Szesnaście - odpowiedział, nie podnosząc wzroku. Nie myliłem się. Wyglądał dokładnie na tyle. <br />- Dobra, słuchaj. Masz ogromny talent. W skrócie, to... <br /><br />*** <br /><br />Kiedy wszedłem do domu, była już szesnasta, co oznaczało jedno - MARATON Z TELENOWELĄ BRAZYLIJSKĄ ,,PENELOPA''! <br />A serio, to za dwie godziny mieliśmy mieć próbę, dodatkowo trzeba było się spakować, bo koncert - za dwa dni - odbywał się w innym mieście. Niedaleko, ale chcieliśmy zrobić sobie &quot;urlop&quot; i trochę tam pobyć. <br />Z Shinjim rozmawiałem głównie o jego przeszłości muzycznej - czy grał w jakimś zespole, chodził do szkoły muzycznej? Na wszystkie pytania odpowiadał &quot;nie&quot;, czyli wniosek nasuwał się jeden - on miał naturalnie świetny głos i słuch. Zacząłem się zastanawiać nad tym, gdzie można by go wkręcić - do naszego zespołu? Hej, to byłaby za duża konkurencja... Przypomniałem sobie nagle o starym koledze, Itachim, i o jego bracie, którego swojego czasu uczyłem gry na gitarze - to nie był taki zły pomysł. Sasuke, mimo że bardzo dobrze grał, nie miał głosu solisty - mógł być tym wspomagającym. Dodajmy do tego jeszcze perkusistę i ich indywidualne upodobania co do instrumentów... Powstałby całkiem fajny zespół. <br />Wyszedłem z domu, zapominając jednak o jednym szczególe... <br /><br /><br />Cholera, nie założyłem maski. Oko też miałem nie zasłonięte. Zarzuciłem na siebie kaptur przydużej bluzy i wbiłem wzrok w ziemię mając nadzieję, że to chociaż trochę ochroni mnie przed wzrokiem ludzi. <br />Każdy zabiegany, zakopany we własnych myślach - nikt nie zauważył, że ja jestem... mną. <br />Życie w ciągłym ukryciu czasami jest męczące. Ale tym razem mi się udało, bo nik... <br />- TO TY! - Usłyszałem czyjś wściekły głos za plecami i zamarłem. Rozejrzałem się po ulicy, ale nikt nie zwrócił uwagi na ten krzyk. Poczułem, że ktoś chwycił mnie za ramię i odwrócił w swoją stronę. <br />- Hatake Kakashi, pseudo Sharingan... <br />- Hej, kolego, dam ci autograf, tylko proszę, cicho... - Próbowałem jakoś załagodzić sytuację, przymykając czerwone oko. <br />- AUTOGRAF?! CO TY MI PIEPRZYSZ O JAKIMŚ AUTOGRAFIE?! - Ryknął, a ja porzuciłem wszelką nadzieję. Kilka osób obróciło się, usłyszałem &quot;PATRZCIE! To wokalista &quot;Shinobi&quot;! <br />Pociągnąłem dzieciaka za sobą i wsiadłem do najbliższej taksówki, prosząc kierowcę o zrobienie kółeczka wokół miasta. Było duże, więc mieliśmy naprawdę sporo czasu. Wystarczająco. <br />- Powiedz mi, o co ci, chłopie, chodzi? - Zmierzyłem go. Miał czarne, smoliste wręcz włosy - nie za długie, nie za krótkie, z grzywką - i niebieskie oczy. Całkiem-całkiem. <br />- Ty cholerny pedofilu! - Znów krzyknął, a ja skrzywiłem się. Zbyt duża ilość decybeli jak na moje podrażnione po ostatnim koncercie ucho. <br />- Jaki pedofilu, jaki pedofilu...? - Przebiegłem w myślach po liście moich &quot;grzechów&quot;, ale seksu z nieletnimi mój mózg na szczęście nie odnotował. <br />- Zostaw Shinjiego w spokoju! - Czy ten gość naprawdę nie umie używać innego tonu? Tylko krzyczeć? Zaraz... Shinjiego? <br />- Jesteś jego chłopakiem? - Uniosłem brwi zdziwiony. Shinji był dla mnie zbyt niewinny, słodki i uroczy na takiego faceta. <br />- Nie, cholera! <br />- To kim w takim razie jesteś i dlaczego mnie nawracasz? - Spojrzałem za okno. Padał śnieg. Lubię taką biel, jaka panowała aktualnie na dworze - to roztapiające się &quot;błotko&quot; zostało już pokryte grubą, nową warstwą. Czystą. <br /><br />- Jego bratem! - Wrzasnął. Zauważyłem, że nawet kierowca ma już powoli dość. <br />- Jak się nazywasz? <br />- Naoki Konoe, ale nie powinno cię to... <br />- Zatrzyma się pan tutaj? - Mruknąłem, a on skinął głową z ulgą. Zapłaciłem, wyszedłem, a za mną tamten. <br />- Jeżeli go tkniesz, to cię... <br />- To co mi zrobisz? - Przerwałem mu. - I kto tu mówi o dotykaniu czy czymś innym? Ja tylko nie chcę, żeby taki talent się zmarnował. - Uśmiechnąłem się. Śnieg naprawdę jest cudowny. Płatki wirujące w powietrzu, każdy inny... <br />- Talent? Pierdoły, nie talent! On ma skończyć szkołę, a nie bawić się w piosenkarza... <br />Uu. Nadopiekuńczy braciszek. Już wiemy, dlaczego Shinji jest taki nieśmiały. <br />- A pytałeś może brata, co on na ten temat sądzi? - Przystanął i spojrzał na mnie dziwnie. <br />- To chyba oczywiste, że wiem co dla niego najlepsze, prawda...? - Burknął, uciekając spojrzeniem gdzieś w bok. <br />Uśmiechnąłem się kpiąco, zatrzymując przed salą prób. <br />- Spadaj, młody. To jego życie i marzenia, nie spieprzysz mu tego. <br />- Pójdziesz do piekła, cholero, za homoseksualizm i molestowanie nieletnich! <br />Zachichotałem, opierając się o drzwi. <br />- W piekle przynajmniej mają ogrzewanie... - Nie czekając na jego odpowiedź wszedłem do środka, zostawiając go na mrozie. <br /><br />*** <br /><br />- Patrz kto przyszedł! To ten młodziak z koncertu! &#8211; Eizo klepnął mnie po ramieniu, a ja zauważyłem siedzącego obok Josuke Shinjiego. Teraz jak delikatnie wytłumaczyć mu, że przed budynkiem stoi jego brat, zamarza i zdziera sobie gardło? <br />- Hej, twój brat stoi po budynkiem, zamarza i zdziera sobie gardło. <br />- Wiem. Zabrał mi adres i stwierdził, że na pewno chcesz mnie zgwałcić - mruknął, najwyraźniej przygaszony. <br />Ej, zgwałcić to zdecydowanie za mocne słowo... <br />- Olejmy go. Dobra, słuchaj, dzwoniłem do Itachiego. Pójdziesz na niby-przesłuchanie. Oprócz ciebie, jeżeli dobrze pójdzie, w zespole będą jeszcze Sasuke, jego kolega Naruto i jakiś Gaara. Pojutrze, godzina szesnasta. Żadnych sprzeciwów! - Popatrzyłem na niego ostrzegawczo, ale kiwnął tylko głową. <br />- Zostajesz z nami na próbie? Może zaśpiewa sobie z nami? - Rzucił nagle Ryu, dotychczas milczący. <br />- To nie jest taki zły pomysł... Śpiewasz? &#8211; Kiwnąłem na niego, a on uśmiechnął się szeroko i podszedł do mikrofonu. <br /><br />*** <br /><br />Siedziałem z Itachim, pijąc kawę już od dobrej godziny, a Shinjiego nadal nie było. Co chwilę zerkałem ponuro na zegarek, w końcu nie wytrzymałem i wyjąłem komórkę z kieszeni, odchodząc na zaplecze. <br />- Gdzie ty jesteś?! - Syknąłem, kiedy po sześciu sygnałach odebrał. <br />- Brat... - Burknął ponuro, a ja pomyślałem, że zaraz mnie szlag jasny trafi. Tu, na miejscu, teraz. Nie myśląc o tym co robię, założyłem kurtkę i rzucając krótko Itachiemu, że na mieście są korki więc po niego wyjadę, wyszedłem. <br /><br />*** <br /><br />Miałem jego adres, więc teraz stałem pod drzwiami chłopaka, zawzięcie atakując dzwonek. W końcu ktoś mi otworzył, a tym kimś był, na całe szczęście dla drugiego &#8211; Shinji. <br />- Młody, wypad na przesłuchanie. A z twoim bratem osobiście sobie pogadam. Łap kurtkę i leć - Szepnąłem, a on tylko skinął głową, wręcz wybiegając stamtąd. <br />Nie ma to jak &#8222;złota klatka&#8221;. <br />Wyszedł po chwili z łazienki, ubrany, jednak z jego włosów kapała woda &#8211; znak, że przed chwilą musiał brać prysznic. <br />- Ty popaprańcu, daj mu spełniać swoje marzenia! - Wspominałem może, co najbardziej mnie w ludziach drażni? Nie? To teraz wspomnę - ograniczenia wolności przez swoje chore przekonania. Może dlatego aż tak walczyłem o Shinjiego? <br />- Ja to robię tylko dla jego dobra! - W tym momencie do głowy przyszedł mi iście szatański pomysł. I na dodatek blondyn będzie miał czas żeby dobrze się zaprezentować, a wtedy... braciszek raczej go nie powstrzyma. Kiedy piesek urwie się ze smyczy, to już go nie zatrzymasz. <br />- Tak, oczywiście, bo ty jesteś wielkim obrońcą brata... - Wyszeptałem mu do ucha, jednocześnie przypierając go do ściany i pocierając kolanem o jego krocze. <br />- Zostaw mnie... idioto... - Jęknął, a jego oddech przyspieszył. Uśmiechnąłem się z satysfakcją. <br />Ciało już za niego zdecydowało. Protesty cichły. Pocałowałem go, z nutą brutalności, w pewnym momencie nawet ugryzłem wargę - niewielka stróżka krwi wytoczyła sobie ścieżkę od kącika ust do brody. Językiem przejechałem od miejsca, w którym spadała do ust, patrząc mu prowokacyjnie w oczy. Cały drżał, nie jestem w stanie powiedzieć, czy ze strachu, czy podniecenia...? Nadal go całując przewróciłem na łóżko w taki sposób, że znajdowałem się na górze, a on pode mną - bez szans na ucieczkę. Patrzył na mnie tymi dużymi, niebieskimi ślepiami, w których kryła się mieszanka przerażenia, niecierpliwości i pożądania... Uśmiechnąłem się. Zdziwiony uniósł brwi, ale nic nie powiedział. Powoli podniosłem jego koszulkę, drażniąco muskając opuszkami palców płaski brzuch. Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że mam zimne ręce. <br />Z jego ust wydobył się nieokreślony dźwięk - coś pomiędzy miauknięciem a niecierpliwym kwileniem. Sam zaczął ocierać się o moją rękę, która w tym momencie znajdowała się na jego kroczu. <br />Zabrałem ją, a mój uśmiech stał się jeszcze szerszy, kiedy usłyszałem zawiedziony jęk. <br /><br />Spodziewałem się większego oporu. <br />Na policzkach miał rumieńce. Och, jak ja kocham zarumienionych uke! Przejechałem ręką po linii spodni, szczególną uwagę poświęcając biodrom. To był jeden z elementów, które najbardziej pociągały mnie u kochanków - kości biodrowe. Widząc jego morderczy wzrok wreszcie odpuściłem i wsunąłem dłoń pod bokserki chłopaka, chwytając zdecydowanie za męskość. Wygiął się w łagodny łuk i zacisnął dłonie na kołdrze. Ruchy były drażniące, powolne, a on zaczął poruszać biodrami. Usiadłem na jego udach, uniemożliwiając mu to. Musiał się zdać na mnie. <br />- Jesteś... okro...pny - wyjęczał i przymknął powieki. <br />- Wiem. - Jakby na potwierdzenie swoich słów przerwałem, wstając i podchodząc do szuflady. Wyjąłem z niej żel o zapachu truskawek - och, proszę, nie jestem aż takim skurwysynem, żeby uprawiać seks bez przygotowania z 22-letnim prawiczkiem, nie będącym w ŻADNYM stopniu obeznanym z tematem miłości męsko-męskiej. <br />Postawiłem tubkę obok na szafce, wracając do poprzedniego zajęcia - to jest dręczenia chłopaka. Najwyraźniej zdążył już odrobinę ochłonąć. Zsunąłem z niego spodnie do końca, tak samo pozbywając się swojej koszulki. <br />- Obróć się na brzuch - mruknąłem, ale popatrzył na mnie tylko nic nie rozumiejącym wzrokiem. Wzniosłem oczy ku niebu. Założę się, że nawet Shinji wiedziałby, o co chodzi! <br />Nie widząc żadnej reakcji z jego strony sam przewróciłem go, jak kukiełkę. Syknął, bo erekcja zahaczała teraz o materiał. <br />- Unieś biodra... - wydałem kolejne polecenie, które teraz spełnił bez oporów. Najwyraźniej sam uznał, że nie ma co się sprzeciwiać, bo i tak wezmę sobie to, czego chciałem. Całowałem go delikatnie po kręgosłupie, jedną ręką sięgając w stronę szafki po żel. <br />Jęknął głucho, kiedy wsunąłem pierwszy palec. <br />- Boli? - Spytałem cicho, jednocześnie zaczynając powoli nim poruszać. Pokręcił głową. Dołożyłem drugi i trzeci, przy ostatnim syknął z bólu. <br />Po dłuższej chwili uznałem, że już wystarczy. <br />- Kakashi... - Wtulił głowę w poduszkę, przez co słabo go słyszałem. <br />- Hm? <br />- Powiedz, że mnie lubisz - burknął. Popatrzyłem na niego w szoku. Mogło się wydawać, że ten dzieciak mnie nienawidzi, a tymczasem... <br />- Lubię cię, Naoki - szepnąłem, przygryzając płatek jego ucha. - A gdzie się podziało ,,zostaw mnie, ty idioto...?&#8221; <br />Nie czekając na odpowiedź wszedłem w niego, powoli. Krzyknął i zacisnął dłonie na prześcieradle. Nie poruszałem się, dając mu czas na przyzwyczajenie. <br />- Już możesz... <br />Większej zachęty z pewnością nie potrzebowałem. Poruszałem się najpierw drażniąco, płytko, ale po pewnym czasie i mi było coraz trudniej zachować samokontrolę. Przyspieszyłem i uśmiechnąłem się z satysfakcją, kiedy krzyknął, a po jego ciele przeszły dreszcze. <br />Tutaj? <br />Celowo nakierowywałem się właśnie na ten punkt, umyślnie go drażniąc. Długo czekać nie było trzeba - doszedł, zaciskając zęby na poduszce. Chwilę potem dla mnie to też był koniec. Opadłem obok niego na łóżko, przykrywając go kołdrą w opiekuńczym geście. <br />- Teraz razem pójdziemy do piekła - zachichotałem, przytulając go. Wymruczał coś niezrozumiałego i nakrył głowę poduszką. <br />- Hej, Naoki! <br />- Hm? <br />- Powiedz mi, że mnie lubisz... <br />- Nienawidzę cię, Kakashi - wymruczał, chowając się całkiem pod kołdrę. Uśmiechnąłem się do siebie. <br /><br />*** <br /><br />Usiedliśmy na swoich miejscach w ogromnej sali. Wszedł on, Shinji, za nim Sasuke, jakiś typek we wściekle czerwonych włosach i blondyn. Zaczęli grać, publika szaleje. <br />- Nadal uważam, że to tylko pierdoły - Zamruczał Naoki, udając obrażonego. Tak sobie tylko gada. Ja to po prostu wiem. <br />Po tamtym dniu Shinji wrócił, cały podekscytowany &#8211; przyjęli go. Wiedziałem! <br /><br />Co do brata, to udało mi się jakoś mu wkuć do, czasem tępego, łba, że marzenia są po to, by je spełniać. Przy okazji dowiedziałem się jeszcze, że mimo takich poglądów jest diabelnie inteligentny, oczytany i całkiem spokojny, chyba że chodzi o jego małego braciszka... Rodzice wyjechali za granicę, rodziny innej nie mieli, więc Naoki nie miał innego wyboru &#8211; musiał się nim zaopiekować. &#8222;Trochę&#8221; mu przez to odbiło. <br />Nie wiedzieć czemu ten chłopak zaczął powoli wzbudzać we mnie coraz więcej pozytywnych emocji. I tak pokrętną drogą &#8211; od seksu do zakochania. Przynajmniej z mojej strony, bo on opierał się temu jak tylko mógł. <br />Dziwne, w łóżku jego protesty zawsze słabną! <br />- Hej, dlaczego ten cały Sasuke go przytula?! Co to ma, kur... <br />- Zamknij pyszczek, słońce. Niezbyt inteligentnie wyglądasz z otwartym &#8211; Zachichotałem, kiedy zobaczyłem jego minę &#8211; Sasuke dla żartu &#8211; albo może i nie żartu? &#8211; pocałował Shinjiego w policzek... <br />- Ale on...! Jego...! <br />- Co on jego? &#8211; Zapytałem niewinnie, kładąc dłoń na kolanie chłopaka. <br />- Kakashi, cholero jedna, nie przy ludziach &#8211; Mruknął, zarzucając kaptur na głowę. Uśmiechnąłem się. <br />- Hej, Naoki! <br />- Hm? <br />- Powiedz mi, że mnie lubisz... <br />Chwila ciszy, słyszę, jak gwałtownie wciąga powietrze. <br />- Lubię cię, Kakashi...]]></description>
<pubDate>PoniedziaĹek 17 StyczeĹ</pubDate>
<comments>PoniedziaĹek 17 StyczeĹ</comments>
</item>
</channel>
</rss>
